Czuczełko powitało nas dzisiaj w nastroju słodkim, dzidziusiowatym i kochanym…

cały poranek spędziła ze swoim grającym kołysanki wielorybkiem

i miną małego biedaczka, który potrzebuje utulenia

no jak nie ukochać takiego dzieciątka mopsiego…?
no i to by było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszą grzeczność…

następnym punktem programu było porwanie ze stołu mojej spinki do włosów, uciekanie z nia po całym mieszkaniu, a następnie odgryzienie jednego z plastikowych jej zębów…
I dzisiaj to właśnie plastik grał główną rolę w dokonaniach Czuczełka:
bo na co komu miliony szczenięcych zabawek, gryzaczków i grzechotek, skoro można posiekać ząbkami chusteczki higieniczne, a potem wyciągnąć sobie z kosza na śmieci butelkę PET…
Kiedy zabrałam jej w końcu tę butelkę…
zrozpaczone Czuczło zaczęło udawać karalucha na pryzmie kompostu…
no nie no! znowu butelka!

i znowu karaluch!

a teraz dzidziuś:













Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Dodaj komentarz