Styczeń bywa ciężki. Codzienność pozbawiona radosnego oczekiwania na merry xmas, gasnące światełka, dyskretnie osypujące się choinki oraz przykra świadomość, że wszystkie nasze noworoczne postanowienia poszły się jebać już po tygodniu – nie nastrajają zbyt optymistycznie. Mopsy to czują. Stają się marudne, niecierpliwe, wyczekujące.
Czuczełko właśnie debiutuje w roli podkurwonego małego aroganta, który domaga się atencji
patrząc przy tym zaczepnie i wyzywająco:
z pytaniem: “Gdzie są wszystkie atrakcje? Czemu dzisiaj nie zacieszamy? Dlaczego na spacerkach jest mi zimno w łapki? Znowu nie rzucasz pileczki! Czemu tak słabo karmisz?!”
oraz: „Nie tak wyobrażałam sobie nasze wspólne życie, mamo…”
No jakby Ci to powiedzieć, Czuczełko… Ja też inaczej wyobrażałam sobie styczeń. Zasadniczo miałam być już chuda, wyspana, ogarnięta z robotą i domowymi porządkami…
Tak, ja też jestem sobą rozczarowana. Rozumiem Twoją dezaprobatę.
Nie, nie wyjdziemy na trzeci spacer, bo nie minęło jeszcze południe, a ja jestem w dupie z robotą.
Nie, kolacja będzie po obiedzie, a Ty dopiero co zjadłaś śniadanko.
Tak, wiem, do dupy z tym wszystkim!
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.







Dodaj komentarz