patrząc na ostatnie notki, nie da się ukryć, że blog Zazie nieco się zmienił –
suwaczki wagi, motywujące obrazki, banalne sentencje i milion prawd objawionych. lovely!
musicie mi jednak wybaczyć i zrozumieć: każda rewolucja wymaga ofiar,
a ja zamierzam je ponieść z pełną odpowiedzialnością
za dodane tutaj dietetyczno-lajfstajlowe opowieści dziwnej treści
oraz specyficzną szatę graficzną, w której przewagę stanowić będą
jędrne cycki, wymodelowane tyłki, sprężyste łydki i seksowne krople potu
na idealnie gładkiej skórze. a że dopiero zapoznaję się z tą konwencją ikonograficzną –
nie mogę wykluczyć mniejszych lub większych wpadek. sami rozumiecie.

w łeb możecie mnie trzasnąć dopiero wtedy, gdy zacznę tu wrzucać
najnowsze trendy w stylizacji sztucznych paznokci – nie wcześniej!
póki co – pozwólcie mi poszamotać się jeszcze chwilę z tabelą kaloryczną,
gdyż próbuję ustalić najlepszą dla siebie dietę, podczas której
nie będę chodzić z podkrążonymi oczami, zgrzytać zębami, pluć jadem i siać nienawiść.
niestety ostatni weekend był dla Syda bolesny, bo co prawda trzymałam swoje (w)kurwy na wodzy,
ale ogólna atmosfera przypominała klimat z filmu “Dom latających sztyletów”.

no cóż, po prostu ciężko znoszę deficyty węglowodanowe. i nie chodzi tu o odczuwany głód,
ale o jakieś zmiany energetyczne, na które reaguję tak, a nie inaczej. roznosi mnie
jeszcze bardziej niż zazwyczaj przy jednoczesnym osłabieniu i senności. oh so weird.
muszę to przeczekać. póki co na wadze jest mnie mniej o 3kg.
oprócz tego – dzisiaj gra mi Stevie Wonder.
pokochałam Steviego jeszcze jako mała dziewczynka,
kiedy obsesyjnie słuchałam Michaela Jacksona i trafiłam na piosenkę “Just Good Friends”.
pomyślałam wtedy, że ci dwaj są wokalnie “stworzeni dla siebie”
i razem generują tak radosną energię, że aż sama bezwiednie się uśmiecham… :)
a tekst poniższego kawałka jest dla mnie najprostszą i najlepszą definicją muzyki:
music is a world within itself with a language we all understand
with an equal opportunity for all to sing, dance and clap their hands
but just because a record has a groove don’t make it in the groove
but you can tell right away at letter A when the people start to move
They can feel it all over
They can feel it all over people
They can feel it all over
They can feel it all over people
ten kawałek kocham i uwielbiam. obsesyjnie! mam go w krwioobiegu od 30 lat! :))
jest tak radosny, przepełniony miłością i afirmacją świata, że aż eksploduje kolorowymi kuleczkami!
posłuchajcie:
i myślę sobie, że (paradoksalnie!) pod powierzchnią tych wszystkich jęczeń, depresji, rozkmin i pierdół –
jestem właśnie taka. zawsze czuję jakąś taką absurdalną, elementarną i niepodważalną radość życia.
zawsze kiedy brakuje mi energii albo wiary w to, że jest i będzie dobrze –
idę do Steviego i mówię: “ej, zaśpiewaj mi coś!”. i on śpiewa. a ja się uśmiecham.
You ask me am I happy –
Well as a matter of fact
I can say that I’m ecstatic
’cause we all just made a pact.
We’ve agreed to get together
Joined as children in jah
When you’re moving
in the positive
Your destination is the
brightest star.
a na koniec – perełka: tej przesłodkiej piosenki słuchałam kiedyś przez cały rok, praktycznie codziennie,
kiedy – będąc na studiach – zakochałam się w pewnym chłopcu(!), ale za Chiny Ludowe nie chciałam się do tego przyznać
i postanowiłam całą sprawę „przeczekać”:
You know, my papa disapproved it,
My mama boohooed it,
But I told them time and time again,
„Don’t you know I was made to love her,
Built a world all around her„
She’s been my inspiration,
Showed appreciation
For the love I gave her through the years.
Like a sweet magnolia tree
My love blossmed tenderly,
My life grew sweeter through the years.
hm, już wtedy powinno mi coś w głowie zaświtać.
a może zaświtało, ale to także postanowiłam przeczekać ;D
Przyłączysz się? Ciałopozytywnie o życiu, tyciu i chudnięciu
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz