strona główna > codziennik > mopsy > kumok > miszur > czuczu
upodobania są jak wiadomo, proszę państwa, różne.
jedni lubią, jak im cyganie grają – inni jak im buty śmierdzą.
ja natomiast najbardziej na świecie kocham mopsy i uważam,
że nie ma nic piękniejszego niż śpiący pies.

nie jest jednak tajemnicą, że mam pewne problemy. rozmaite. na przykład z cerą – mówiąc oględnie.
zaś mówiąc wprost – w wieku 35 lat nadal zmagam się z chimeryczną i pełną krępujących niespodzianek skórą nastolatki
i od przeszło 20 lat mam na tym punkcie zaawansowaną obsesję.
do tego stopnia, że twarz po myciu wycieram jednorazowymi ręcznikami, poszewkę na poduszkę zmieniam codziennie,
a telefon komórkowy dezynfekuję spirytusem. taka sytuacja, cóż poradzić.
i jeśli ktoś 5 lat temu powiedziałby mi, że z dnia na dzień – tak po prostu – wpuszczę do swojego łóżka małego futrzanego śmierdziela,
który po codziennej galopadzie na osranym trawniku będzie mi się wpierdalał z kopytami na moje sterylne poduszki,
to bym się popukała w głowę lewym pantofelkiem przez prawe ramię. oraz splunęła z obrzydzeniem.
ale zasady są po to, aby je łamać. najlepiej od razu parami.
po prostu pewnej majowej nocy 2009 roku sprzeniewierzyłam się wszelkim wyznawanym dotąd
normom bezpieczeństwa psychicznego oraz higieny fizycznej –
wpuściłam psa do mieszkania, do łóżka i do serca. a zaraz potem drugiego.

i tak oto Kumok z Miszurem wdeptują nas regularnie w materac, mierzwią pościel,
wycierając o nią stopki, rączki, buźki i pupki, a w bonusie potrafią się jeszcze zsikać i porzygać.
och, Miszur w czasach swej szczenięcej świetności potrafiła się nawet do łóżka…- excusez le mot – zesrać! {TUTAJ – klik!}
dlatego też sytuacja łóżkowo-mopsowa jest dynamiczna i ewoluuje w zależności od naszej psychicznej wytrzymałości
oraz aktualnego repertuaru i możliwości wokalno-fekalnych naszych milusińskich.

wyróżniamy zatem trzy okresy:
1) okres dyscypliny i rygoru następujący zazwyczaj po jakimś spektakularnym występie z sikiem lub rzygiem w roli głównej
– wtedy szanowne artystki nie mają wstępu do naszego łóżka, co znoszą z godnością, ale tylko do czasu, bo od 6.00 rano
zaczyna się wycie Miszura i ogólna napierdalanka pod drzwiami sypialni {czytaj TUTAJ – klik!}
2) okres rozluźnienia i umiarkowanego wchodzenia na głowę – następujące zazwyczaj z naszej inicjatywy,
kiedy już po prostu zaczynamy tęsknić za grubymi parówkami w naszym łóżku – wtedy (żeby jakoś zachować twarz przed mopsami)
udajemy, że oto łaskawie reagujemy na poranne szlochy Miszura o 6.00 rano i podnosimy sypialniane zasieki.
Mopsy reagują błyskawiczną galopadą z salonu do sypialni wprost na nasze łóżko, gdzie lądują z impetem wprost na naszych głowach.
3) epizodyczne okresy rozpasania i braku granic – kiedy mopsy mogą wyczyniać z nami absolutnie wszystko,
a my przystajemy na to z mniejszym lub większym bólem serca. no cóż, spanie z mopsem to nie są przelewki. a z dwoma? sajgon.

no właśnie, co robi mops w łóżku:
oprócz przeraźliwego chrapania i napierdalania się z drugim mopsem:
♥ wskakuje człowiekowi z rozpędu na klatkę piersiową, powodując chwilowe zatrzymanie akcji serca,
oddechu oraz pozorny zawał (taką akcję zaliczyła m.in. nasza znajoma po jednej z domówek z mopsami – TUTAJ klik!)
♥ (Kumok) maszeruje sobie dziarsko po powierzchni człowieka – od głowy do stóp i z powrotem – krokiem raźnym, paradnym i bardzo zadowolonym,
pozostawiając po sobie ślady w postaci siniaków, zadrapań i innych uszkodzeń nadających się do obdukcji i założenia niebieskiej karty.
kiedy dziecko się już wyspaceruje, postanawia zazwyczaj, że wszystko wokół (pościel, koce i my) nadal za mało pachną mopsikiem,
trzeba więc dokładnie i pieczołowicie wylizać wszystko i wszystkich. po 40 minutach zapach mopsika jest wszędzie, dziecko zadowolone układa sie do snu.
o ile się wcześniej nie wyrzyga na pościel, rzecz jasna.

♥ z kolei Miszur ma w zwyczaju szturchać niecierpliwie ramię śpiącego człowieka, ażeby go wpuścić pod kołdrę,
gdzie od razu zaczyna się szampańsko bawić w tunel i pociąg intercity:
przeczołguje się ekspresowo pod kołdrą i wychodzi spod niej w okolicy człowieczych stóp, a następnie szybciutko mknie po kołdrze,
sapiąc jak mały parowozik i znów: szturcha śpiącego człowieka, włazi pod kołdrę, sunie pod kołdrą intercity do stacji Stopy Dolne,
gdzie wychodzi na powierzchnię i nakurwia po peronie do następnego kursu ze stacji Głowa Centralna… i tak dziesiątki, setki razy w ciągu nocy.
rolę węzła kolejowego odgrywa zawsze Syd, bo tylko ona jest w stanie to wytrzymać, bez trzaśnięcia Miszura w dupę po trzecim kursie.
ja jestem wyrodna matka i się nie patyczkuję. być może dlatego, że jak mnie ktoś obudzi, to potem cierpię do rana. no więc sorry, glonojady.

tutaj widzimy lokomotywkę pociągu intercity Mishur (relacji Głowa Centralna <=> Stopy Dolne) gdy odpoczywa na bocznicy.
zwróćmy uwagę na totalnie nieprzytomną Magistralę Kolejową Syd.

innego dnia, bo bardzo męczącym cyklu kursów w te i wewte – lokomotywka także wygląda na zmęczoną

ale i tak czuwa jednym okiem, czy aby na pewno nie pcham się na Magistralę bez ważnego biletu…

oh, baby! sit on my face! no cóż, niektórzy to lubią. inni są po prostu nieprzytomni i jest im wszystko jedno.

tak naprawdę to zazdroszczę Sydowi tego kamiennego snu, więc niech ma za swoje ;P

choć nie ukrywam, że sama uwielbiam, gdy Kumok sie na mnie połozy i daje mi do wąchania swoje stopeczki pachnące chrupeczkiem

albo obwąchuje mnie swoją słodką, ciepłą włochatą buzią… ♥ jestem wtedy w siódmym niebie.
tymczasem Miszur łypie swoją małą „kuleczką do patrzenia”:

Miszur: – Kiedy otfielas jadłodajnie? Bo ja, Mishur, mam poczeby żywieniowe!
Kumok jest ponad to…

Kumok: – Poproś mnie, to może coś zjem. Może. Potem. Kiedyś.
Tutaj należałoby nadmienić, że Kumok jest mistrzynią grymaszenia przy jedzeniu, czym w czasach szczenięcych
doprowadzała mnie do rozpaczy i rozstroju nerwowego. Zaliczyłyśmy z nią wszystkie karmy na rynku, tez z górnej półki – żeby nie było.
Zaliczyłyśmy też gotowaną wołowinkę, gotowanego indyczka, gotowanego kurczaczka –
wszystko z dodatkiem gotowanej marcheweczki i siemienia lnianego.
I jednego dnia – Chętnie, drugiego zaś – Spierdalaj, nie zjem!
Jednego dnia ładnie jadła suche chrupki z mopsiej miseczki, drugiego – tylko z talerzyka (płaskiego! różowego! z napisem Princess),
kolejnego dnia – talerzyk beee, musiałam jej wysypywać chrupki na podłogę, bo chciała tylko z podłogi.
Ale swój rekord świata Kumok pobiła wtedy, kiedy postanowiła jeść chrupki… w locie !-
pstrykałam nimi po podłodze jak kapslami po chodniku, a ten mój mały mutant łapał je paszczą.
Zamiast jeść Kumok woli spać…

Kumok: – Mniam… niam… niam… mniam…. Pfffffff… Puuuffffff…. Phhhhrrrrrffffff….
z drugiego końca łóżka COŚ piszczy. żałośnie. bardzo żałośnie.

Miszur: – Eeee-tioooo-piaaaa!!! Eeee-tioooo-piaaaa!!! Eeee-tioooo-piaaaa!!! Jeeeeść!!!!!
Miszur w kwestii jedzenia wykazuje daleko posunięty entuzjazm oraz syndrom odkurzacza. zje wszystko.
wszystko w promieniu 1 metra od miski.

a jak się akurat nie odżywia, to rozmyśla. na przykład o kondycji współczesnego dizajnu.

Miszurek, podobnie jak jego rodzona Matka, tyje nawet w czasie snu. istny fenomen!

a że w przeciwieństwie do Matki śpi dużo, to sami rozumiecie… 12,3 kilograma pełnotłustej mopsiny.

z kolei Kumeczek poszła w ślady drugiej Matki – jest ekstra zgrabna i sprężysta.
to zapewne zasługa częstych treningów piłki mordo-nożnej.

Miszur od sportu woli przytulanie. i buziaczki.

i swoją ukochaną podusię.

Kumoka też czasem morzy sen…

Moja prześliczna mopsia buzia… – myślę z roczuleniem i skradam się na paluszkach do łóżka.

wystarczą jednak 3 sekundy, Kumok otwiera jedno oko i… już jest gotowa: BAAAAFMYYYY SIEEEM!!!

– Mamo, rzuć mi piłeczkeu, bajdzo cieu pjoszeu… Noo, maaaamooo… Graaaamyyy… – zawodzi mała buzia.

Sorry, Kumok, oglądamy film!

kładzie się więc sfoszona na piłeczce i raz po raz obrzuca mnie obrażonym spojrzeniem…

aż w końcu zasypia ze swoja ukochana piłeczka w objęciach…

koniec końców i tak zawsze śpi razem z Miszurem na Sydzie. a to dlatego, że Syd śpi grzecznie i nieruchomo. a ja się rzucam i rozpycham.

rano Miszurek budzi się w nastroju lirycznym. przepełnia go niewysłowiona tęsknota za… jedzeniem.

5.00 rano to jest dobry moment, żeby z biednego dziecko podrzeć trochę łacha i uczesać go „na pożyczkę”

są jednak dni, kiedy się budzę, a spod mojej kołdry wystają dwie małe śmierdzące skarpetusiami stopki

reszta Miszurka pachnie podobnie. kocham ten zapach!

a Miszur kocha pożywienie.

mówię jej: – Sorry, Miszur, nie będę Cie karmiic o 6.00 rano, bo jutro zapragniesz michy o 4.45!

dziecko zasypia, szlochając w poduszkę…

i z głodu aż puszcza bulgoty…

tymczasem Kumuś śpi najsmaczniej na świecie

i mlaska, i sapie, i wzdycha i się kokosi… ♥

a Miszur czeka w blokach startowych na wyścig po śniadanko

– Nooo kieeedyyy bęęędzieeeee? Maaaamaaaa!

Kumciu śpi. ma w dupie śniadanko.

a jeśli pada deszcz, to ma w dupie wszystko i potrafi spać do południa.

Miszurowi także zdarzają się rzadkie chwile nieprzytomności…

potrafi wtedy popisowo wypaść z łóżka, nie przerywając snu.

i leży sobie taki zajączek póki go matka nie podniesie i nie utuli

– Co tam, matka?! – obrażony Kumok daje się w końcu obudzić.

– No chyba psiem, co nie?!!

a jak Kumok już nie psi, to wykonuje część artystyczną, czyli swój poranny rytuał – wchodzenie za zasłonę
i oglądanie świata za mgłą. to jest kochane, absurdalne i przezabawne.

Kumok: – A teraz bafmy siem!!!

tymczasem Syd bawi się Miszurem – oto rytuał „liczenia guziczków” na Miszurowym ciepłym brzuniu

Kumok jest nieugięta: – Grajmy już, noooo!
to znak, że dzień rozpoczął się na dobre ;))))
więcej przygód Kumoka i Miszura – tutaj:
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Dodaj komentarz