ODCHUDZANIE [09]: Niedowład mięśni, niedoczynność serca, ułomność oddechowa wraz z niedorozwojem kondycyjnym

dzień 09, wtorek, 26 stycznia 2016

niedowlad

Jeśli istnieją ludzie, którym naprawdę nie po drodze ze sportem, i to z przyczyn wrodzonych i niejako organicznych, to ja właśnie do nich należę. 
I tutaj w zasadzie mogłaby zapaść kurtyna, ciężka żelazna zasłona milczenia, ale nie ma tak dobrze…

bulldog

♦ WAGA:    nie panikuj. zważę się w piątek, ok?
♦ ILOŚĆ WYPITYCH PŁYNÓW:    męczę 1,5l Cisowianki
♦ SUPLEMENTY:   a, własnie!
♦ POSIŁKI:   jakoś mi się kompletnie dzisiaj godziny posiłków pomieszały…

śniadanie:    jabłko z migdałami i cynamonem

obiad:   fasola w pomidorach

kolacja:   krewetki i sałata

♦ AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA:   o niej właśnie dzisiaj będzie…
♦ SAMOPOCZUCIE:  nieokreślone.
♦ GRZECHY i WYSTĘPKI:   coś tam było. ale mało.
♦ MOTYWACJA:

nike

♦ PIOSENKA DNIA:

Get up, get up, get busy do it!
Get up and move that body!

.
♦ KOMENTARZ:    Win a battle you never fought.

 

everythinghurts

 

♦ PSYCHOLOGICZNY PROGRAM ODCHUDZANIA wg dr Judith S. Beck – dzień 009

zadanie 9:   Wybierz program ćwiczeń fizycznych

Wiele osób próbuje się odchudzać przy pomocy samej diety, choc jak dowodzą badania, powodzenie tego przedsięwzięcia zależy także od regularnych ćwiczeń fizycznych. Wyniki badania National Weight Control Registry przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych – obejmowało ono tysiące uczestników, którzy zrzucili ponad 15 kg i utrzymali wagę przez co najmniej rok – dowodzą, że niemal 90% tych, którzy chudna i nie wracają do poprzedniej wagi, osiąga to dzięki połączeniu diety z ćwiczeniami; tylko 10% stosuje sama dietę, a 1% polega na samych ćwiczeniach.

No dobra, tak twierdzi dr Beck. I oczywiście ma rację, że “przeproszenie się” grubasa z ruchem, sportem i rekreacją daje większą gwarancję na brak efektu jo-jo, bo wiąże się z całkowitą zmianą trybu życia. Jednak sam proces odchudzania to według innych specjalistów aż w 70% zasługa diety, a tylko 30% ćwiczeń fizycznych. Przyznam się bez bicia, że ja schudłam te moje 20kg BEZ ćwiczeń. Naprawdę. I tak zaleciła mi dietetyczka w pierwszej fazie Metabolic Balace, kiedy organizm był zbyt osłabiony nagłym odstawieniem niemal połowy dziennej dawki kalorii, by dał sobie radę z jakimś programem treningowym. Dopiero kiedy jako tako “okrzepłam w diecie” i organizm wyszedł z pierwszego szoku, włączyłam dyskretne próby ruszenia własnej dupy z posad wygody i komfortu. Nie było łatwo. O moich kuriozalnych zmaganiach ze sportem i aktywnością fizyczną możecie poczytać TUTAJ: w notce „Jak Zazie ze sportem walczyła”
W końcu jednak znalazłam dla siebie w miarę bezbolesną (fizycznie i psychicznie) formę ruchu, która nie dość, że faktycznie spalała kalorie, to jeszcze w cudowny sposób “wietrzyła” moją głowę z mentalnych nieczystości. Ale o tym za chwilę. Jeszcze kilka oczywistych oczywistości od dr Beck – w stylu: Ruch to zdrowie.

[skoro obiecałam sobie, że ide metodycznie według jej programu, to wybaczcie, ale nie będe robić wyjątków, pomijając coś, co wydaje mi się banalne albo jakieś tam…]. No więc Dr Beck przemawia nam do rozsądku i apeluje do naszych sumień:

  • Ruch pomaga w przestrzeganiu diet
  • Ćwiczenia pomagają kontrolować apetyt
  • Ćwiczenia poprawiają nastrój i obniżają poziom stresu
  • Ćwiczenia spalają kalorie
  • Ćwiczenia chronią tkankę mięśniową
  • Ćwiczenia wzmacniają wiarę w siebie
  • Ćwiczenia poprawiają kondycję fizyczną
  • Ćwiczenia poprawiają stan zdrowia i zwiększają odporność na choroby

 

headache

– Ojajebe…

 

Brzmi to wszystko jak PRL’owskie odezwy z gazetki ściennej w rejonowej przychodni zdrowia, ale same przyznacie, że to niestety najprawdziwsza prawda, do której jednak dochodzimy z czasem.
Bo jeśli zrobicie tak jak ja – na samym początku swojej przygody z odchudzaniem – kiedy ważąc 85kg wcisnęłam się w legginsy i bez żadnego przygotowania poszłam na siłownię nakurwiać przez 2h na ruchomej bieżni, kończąc tę jakże uroczą sesję z przeciążeniowym urazem kostki prawej (leczonym potem rzez 6 tygodni u ortopedy) – to niestety szybko stracicie zapał.
Podobnie było, kiedy w majtkach i tiszercie rzuciłam się na podłogę przed oblicze Ewy Chodakowskiej na ekranie komputera, która z nieskazitelnym makijażem i idealnie rozczesanym włosem prezentowała mi podstępny zestaw tortur zdolnych znokautować mnie po zaledwie 6 minutach. Spocona, czerwona, dysząca i obrzmiała, wyrzucałam z siebie najgorsze inwektywy pod adresem swoim oraz owej pani. Wściekła, zniechęcona i załamana.

bear

Potem koledzy podpowiedział mi bieganie. Że luz. Że ruszasz z kopyta i po chwili już unosisz się nad ziemią, mieląc kończynami w powietrzu kolejne kilometry i zatrzymując się dopiero cztery czasoprzestrzenie dalej. Wystartowałam ciemną nocą w parku. Położonego na szczęście tuż pod domem, bo uwierzcie mi, że nie jest łatwo wrócić o własnych siłach – choć zaledwie po 10 minutach – z rozległym zawałem serca, atakiem dusznicy bolesnej, wyrostka robaczkowego, kolki jelitowej, zgagi i oczopląsu.

run

Po tym traumatycznym doświadczeniu byłam absolutnie przekonana, że z moim organizmem jest coś nie tak. Coś bardzo grubo nie tak. Że może mam jakiś niedowład mięśni, niedoczynność serca, ułomność oddechową wraz z niedorozwojem kondycyjnym i że generalnie moje dni są już policzone. Na palcach jednej ręki.

No ale w końcu palnęłam się drugą ręką w łeb i postanowiłam pójść na spacer. Tak po prostu. O dziwo przeżyłam, więc zachęcona sukcesem przespacerowałam się również następnego dnia, bo co mi szkodzi. Po tygodniu wzięłam se sobą kijki do nordic walking i przeszłam jakieś 2km. Potem 5 km. Aż w końcu śmigałam po 10-12km dziennie tempem niemal biegowym. Wracałam zmachana, szczęśliwa i dumna. Bez palpitacji mózgu, migotania przedsionków i zeza wysiłkowego. Czułam się w swoim żywiole, nawet w środku stycznia przy temperaturze -8*C. Także ten… Da się.
Ale powoli. Najpierw powoli jak żółw ociężale, ruszyła maszyna po szynach ospale…

“Jeżeli jeszcze nie ćwiczysz, musisz rozważyć dwa rodzaje aktywności fizycznej: spontaniczną (wykorzystanie każdej okazji do ruchu) i planowaną (ustalenie konkretnej pory na wykonywanie ćwiczeń).”

Do spontanicznych “przejawów” ruchu świetnym motywatorem będzie np. krokomierz albo modne ostatnio “inteligentne bransoletki” mierzące wszystko co się da, podłączane do smartfona, a potem analizujące wszystko w oparciu o algorytmy opracowane przez NASA. Nie mam ani jednego, ani drugiego, ale wiem, że dziewczyny lubią takie bajery. Chłopaki też. Ja mam tylko aplikację RunKeeper na ajfonku, ale i tak przeważnie jej nią włączam, bo zapominam. Najważniejsza jest dla mnie muzyka w słuchawkach :) Na co dzień pokonuję pieszo tyle – mimochodem – ile się da. Gdziekolwiek jadę komunikacją miejską – wsiadam kilka przystanków później lub wysiadam kilka przystanków wcześniej, pokonując w ten sposób część trasy pieszo, co i tak wychodzi na moje, bo omijam korki. Banalne, prawda? Ale skuteczne.

walking

Co do “ruchu zaplanowanego”, to niestety nie da się go zaliczyć tak “mimochodem”. Jednak z doświadczenia wiem, że im dłużej się do tego zbierasz, tym bardziej pewne, że nic z tego nie wyjdzie. Dlatego mój sposób jest taki: masz iść na siłownię? pobiegać do parku? na zajęcia fitness? Nie chce ci się, wiem. Mi też się nie chce. Za każdym razem. Ale staram się o tym nie myśleć. Nie jęczeć. Nie wzdychać. Dlatego jak najszybciej przebieram się i “na kopach” wywalam samą siebie z domu, częstokroć ciągnąć za łeb. A jak już jestem na zewnątrz, w tym śmiesznym ubranku i bucikach do podskakiwania, to – chcąc nie chcąc – muszę sobie jakoś z tym poradzić. Po 10 minutach od wyjścia jakoś tak… “samo się robi”. Po 30 minutach jest dobrze i zaczynasz dziękować samej sobie, że jednak wyszłaś na trening. Wracasz do domu szczęśliwa i dumna. Serio.

Wielu trenerów podkreśla, że dobrze ćwiczyć w towarzystwie i nawzajem się motywować. Być może, ale ja akurat za tym nie przepadam. Chcę być sama, poruszać się w swoim rytmie, słuchać muzyki i do nikogo się nie odzywać. Jestem dzikusem. Nawet w sporcie.

hannah

 

Dr Beck przestrzega, że w momencie podejmowania decyzji o rozpoczęciu treningów, najczęściej dopada nas idealnie skomponowany zestaw myśli sabotujących, które mogą rozłożyć na łopatki nawet najbardziej zmotywowanych zawodników. Oto kilka z nich:

 

Mam dwoje małych dzieci, które wymagają stałej opieki

howimetyourmother
Poproś o pomoc partnera, przyjaciółkę, rodziców? Ustal z koleżanką, że 2x w tygodniu jedna z was zajmuje się dziećmi tej drugiej, by każda miała szansę na swój trening? Zapisz się na siłownię oferującą w pakiecie czasową opiekę nad dziećmi? Wiem, łatwo mówić, gdy sie samemu nie ma dzieci. Ale fakt posiadania potomstwa nie wyklucza możliwości posiadania choć odrobiny czasu dla siebie.

 

Mam kłopoty ze zdrowiem (kręgosłupem, kolanami, mózgiem itp)

high_heels
Każdy ma coś. Naprawdę. Ćwiczenia ww wodzie są absolutnie bezpieczne dla chorych stawów, kolan, kręgosłupów i serc. Oraz mózgu.

 

Mam za mało czasu.

exercise  time shopping
Wiem. Jeśli nie masz ochoty wstawać 30 minut wcześniej na Chodakowską czy Mel B, to może zmobilizujesz się do codziennych godzinnych spacerów ze swoim dzieckiem, psem lub partnerem. Z przyjaciółką na spacerze też plotkuje się całkiem nieźle. Pamiętam też, jak lata temu moja rodzona Matka oglądała “Klan”, pedałując na rowerku stacjonarnym. A przy okazji: – przy którym sezonie “House of Cards”/”Homeland”/”Good wife” jesteś aktualnie?
Acha, zapomniałam: – nie musisz kupować rowerka, steppera czy bieżni – wszystko da się wypożyczyć, nawet na spółkę z sąsiadką ;)

 

Wstydzę się ćwiczyć w obecności innych osób

others

skinny

bitches

To ćwicz sama. Nikt cię nie zmusza do grupowego kręcenia tyłkiem na zumbie. Ja akurat tego nienawidzę.

 

Nie chce mi się ćwiczyć.

do_nothing1
Wiem. Mnie też. Podejrzewam, że nawet zawodowym sportowcom nie zawsze się chce. Zmywać garów też mi się nie chce, ale to robię.

 

Jaki jest sens spacerowania zaledwie przez 5 minut?

supa_dupa
Na pewno większy niż niespacerowania w ogóle.

 

 

Nie marudź.

 

 

Dołącz do Zazie na Facebooku!

 

więcej na:

https://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.
8

8 myśli na temat “ODCHUDZANIE [09]: Niedowład mięśni, niedoczynność serca, ułomność oddechowa wraz z niedorozwojem kondycyjnym

  1. Zazie, zamilkłaś po tym wpisie o Waszym wyjeździe…:( Ale na fb spacerek, więc chyba nic b złego się u Ciebie nie dzieje. Zatrzymałam się w radosnym pochodzie za Tobą z dr Beck, bo oto wymagana jest dobra organizacja…czyli coś, czego mimo wieloletnich wysiłków nie opanowałam. Miałam załamkę, olałam nawet po raz pierwszy w życiu święta i – jako ekstremistyczny wariat – straciłam wiarę, nadzieję i jakąkolwiek motywację do życia…Dziś pomyślałam sobie, że trudno, będę ciągnąc bez motywacji i wiary, tylko po to, żeby tak bardzo samej siebie nie zawodzić. Zaraz napiszę sobie plan – uwzględnie w nim to, co uważam za konieczne (praca zawodowa to mój inny świat, gdzie jestem super i nie zawodzę – bo muszę – powinnam być permanentnie w wojsku), a więc: 1)spacery długie z psami 2) Chodakowska, joga (na którą jestem zapisana i chodzę zazwyczaj), wieczorami 20-30 minut biegania z psem, który jest aktywniejszy, niż drugi staruszek 3) regularne e-zakupy w Tesco 4) najprostrze, zdrowe jedzenie 5)raz w tygodniu porządki. Rodzinę mam w dupie! To znaczy w kwestii wspólnego pchania psychicznego i domowego wózka, bo nie mogę na nich (to dwaj panowie) w ogóle polegać. Chyba przewagą związku z kobietą jest lepsze rozumienie się. Moje dwa franty mają gdzieś wszelkie rozważania o tym, jak sobie pomóc . A mi potrzebne jest takie wspólne myślenie i wprowadzanie w życie pozytywnych rzeczy. Przyjaciółki mam inne od siebie. Zazie, do boju moja idolko! Chudniesz? Trzymasz w ryzach główkę? Moja się rozszalała, ale wiem, że dół zawsze mija!

  2. Fajnie piszesz Zazie, czytam Cię od dawna, ale się nie odzywałam. Bardzo Ci kibicuję w walce z depresją (też się leczę z jak na razie marnym skutkiem). Trzymaj się:-)

    1. Hanka, a próbowałaś (z lekarzem) łączyć leki? U mnie genialnie sprawdziło się połączenie Seroxatu (paroksetyny) z Wellbutrinem (bupropion), bo wypróbowałam przez lata juz chyba wszystkie leki, a jedyny działający na mnie – Seroxat – w większych dawkach robił ze mnie zombie w szklanej dźwiękoszczelnej kuli… Zapytaj swojego lekarza, może trzeba pokombinować niestandardowo?
      Trzymam kciuki za Twoje wychodzenie na powierzchnię! :)

Dodaj komentarz