ODCHUDZANIE: Dieta, trening i… krew w piach

dzień 01:   poniedziałek, 25 lipca 2016

No to zaczynamy…
Nie wiem, ile dać sobie czasu na zrzucenie 10kg.
Fajnie by było, gdybym poradziła sobie w 2 miesiące.
Nie wiem, czy to realne…?

czekolada


⇒ odżywianie wg programu METABOLIC BALANCE (czytaj…)

 

śniadanie:   jajko na twardo, awokado, oliwki

01_metabolic_balance_sniadanie

obiad:   pieczona ryba z cukinią, czosnkiem i rozmarynem

01_metabolic_balance_obiad

kolacja:   duszone kurki z cukinią

01_metabolic_balance_kolacja

 


⇒ motywacja:  Myślenie wyszczuplające / Dieta dr Beck (czytaj…) 
ćwiczenie (1) Zanotuj korzyści z utraty wagi (czytaj…)

Pamiętacie lekcje poczciwej dr Beck i zapisywania na karteczkach wszystkiego, co ważne?

Pewnie myślisz: Po co to zapisywać? Przecież nie zapomnę, dlaczego chcę schudnąć.
Może się wydawać niewiarygodne, że o tak istotnych sprawach można zapomnieć. (…) Jeżeli będziesz czytać (stworzoną przez siebie) Kartę Korzyści kilka razy dziennie, przypomnisz sobie powody stosowania diety za każdym razem, gdy tylko poczujesz pokusę zjedzenia czegoś, czego nie wolno ci zjeść. Przypomnisz sobie, dlaczego chcesz schudnąć, w chwili gdy myśli sabotujące będą usiłowały cię przekonać, że zjedzenie czegoś niedozwolonego to w gruncie rzeczy drobnostka. Potrafisz sobie wtedy powiedzieć: “Chociaż bardzo chcę to zjeść i mieć chwilę przyjemności, to utrata wagi jest dla mnie dużo ważniejsza.”  Judith S. Beck “Myślenie wyszczuplające. Dieta Dr Beck”, wyd. WAB 2009

Zanim Jon Gabriel każe mi rozpocząć dochodzenie pt. „Dlaczego moje ciało pragnie być grube?” – dr Beck zapytuje, czemu JA, Olga – chcę być szczupła. No… dlaczego?

  1. Bo zawsze byłam szczupła.
  2. Bo nigdy nie zaakceptowałam tego, że utyłam.
  3. Bo nadwaga związana jest z bardzo ciężkim i trudnym okresem mojego życia (+ depresji), do którego nigdy więcej nie chciałabym wracać
  4. Bo nadwaga jest widocznym dowodem na to, że nie panuję nad sobą i swoim ciałem
  5. Bo nadwaga sprawia, że czuję się zaniedbana, stara i aseksualna
  6. Bo nie mogę nosić ciuchów, które lubię
  7. Bo nie czuję się dobrze we własnym ciele i w związku z tym jestem jeszcze bardziej zblokowana i wycofana
  8. …. Bo właśnie się zorientowałam, że nie wypisuję tutaj żadnych pozytywów w stylu: „Bo kiedy schudnę, będę szczęśliwa, zadbana, ładna i pewna siebie” – tylko koncentruję się na tym, jaka teraz jestem beznadziejna i jak bardzo jest mi ze sobą źle…

fuck_it

 


⇒ wsparcie:  METODA GABRIELA (czytaj…)

W poprzednim odcinku (klik!) Jon Gabriel zaczął nieśmiało sugerować, że w żadnym wypadku nadwaga nie jest winą osoby otyłej. Hahahaha!… Takie rozgrzeszenie jest całkiem miłe, owszem, ale oczyszczając mnie z zarzutów nieumiarkowania i zaniedbania, z drugiej strony pozbawia mnie wszelkiej „mocy sprawczej” w kwestii mojej nadwagi, a tym samym odbiera mi jakikolwiek świadomy wpływ na wagę i kształt mojego ciała, oddając wszystko we władanie podświadomości. No nie jest to pocieszająca wizja, same przyznacie…

fat_ugly

No bo w takiej sytuacji – co my możemy zrobić? Owszem, możemy odchudzać się jak nastoletnie anorektyczki i zarzynać się na siłowni jak strongmeni bez mózgów, a tajemne moce naszej podświadomości (na usługach naszego nienasyconego ciała) i tak obrócą wszystko w ruinę i tłuszcz. Słowem: krew w piach. 

 

Przez pewien czas możesz ograniczyć ilość przyjmowanego pokarmu i zmuszać się do jedzenia mniejszych porcji, ale prędzej czy później będziesz potrzebować „uczty”, ponieważ ciało zmusi cię do spożywania większej ilości pożywienia, aby utrzymać konkretną wagę.
(…) Konwencjonalna wiedza medyczna nadal zakłada, że utrata wagi jest kwestią przyjmowanych i spalanych kalorii, a ludzie z nadwagą powinni po prostu „mniej jeść”. Tym, którzy tak uważają, mówię: „Po prostu mniej oddychajcie” albo: „Po prostu mniej śpijcie”. (…)
Żaden lekarz czy inny człowiek nie zrozumie, jak to jest tkwić w ciele, które zmusza cię do bycia grubym i jedzenia zbyt wiele, jeśli sam nie doświadczył takiej sytuacji.

 

Nietrudno zauważyć, że powyższa teza stoi w całkowitej opozycji do racjonalnych stwierdzeń dr Beck (którą kilka miesięcy temu wałkowałyśmy przez 6 tygodni – TUTAJ) i która utwierdzała nas w przekonaniu, że mocą naszej świadomej decyzji i konsekwentnych działań oraz treningu psychologicznego – jesteśmy w stanie zatrzymać tę gargantuiczną pogoń naszego ciała ku nieokiełznanej bujności i nadmiarowi. Tymczasem Jon Gabriel utrzymuje, że wręcz przeciwnie. A my biedne stoimy w szerokim rozkroku, nie mając pojęcia, komu wierzyć oraz czy wato walczyć czy jednak usiąść i gorzko zapłakać…

 

own_skin

Najnowsze badania potwierdzają, że utrata wagi nie wiąże się jedynie z kaloriami i nie ma nic wspólnego z „dyscypliną”. Doktor Jeffrey M. Friedman, „ojciec tłuszczu”, odkrywca hormonu leptyny i bez wątpienia najważniejszy i najlepiej poinformowany specjalista od otyłości w XXI wieku, twierdzi, że musimy przestać obwiniać grubasów oraz że „otyłości nie można przypisywać brakowi silnej woli”

Tutaj od razu przychodzi mi na myśl książka niemieckiego specjalisty od otyłości, diabetologa i badacza mózgu, Achima Petersa pt. „Samolubny mózg. Dlaczego diety nie działają” – czytałyście?

samolubny-mozg-achim-peters

Według koncepcji Petersa kluczową rolę w dystrybucji energii w ludzkim organizmie odgrywa mózg –  to wyłącznie on decyduje kiedy, ile i co jemy, niezależnie od naszych decyzji, postanowień czy racjonalnych przesłanek. „Selfish brain” dąży za wszelką cenę do uzupełniania swoich braków energetycznych, który zwłaszcza w sytuacji stresowej potrzebuje ogromnych nakładów energii, aby utrzymać homeostazę. Zgodnie z tą teorią – emocje, z którymi sobie nie radzimy oraz przewlekły stres prowadzą do otyłości, którą bardzo ciężko będzie zwalczyć tradycyjnymi „metodami dietetycznymi” czy sportem.

 

W tym kontekście teksty w stylu: ryba psuje się od głowy czy odchudzanie zaczyna się w głowie – faktycznie nabierają sensu. Tutaj właśnie docieramy do sedna:  nie chodzi wcale o usprawiedliwianie „niemocy” osoby otyłej względem własnego ciała, ale raczej o przyznanie, że nawet najbardziej świadomy i zaprawiony w bojach weteran odchudzania może w końcu skapitulować wobec sabotującej wszystkie jego działania psychiki.

done

Pierwszym krokiem jest zatem zrozumienie, że nie chodzi o siłę woli i pogodzenie się z tą świadomością. Zamiast na próżno zmagać się z przemożnymi odruchami „gadziego mózgu”, mającymi utrzymać cię przy życiu, musisz jedynie zrozumieć, dlaczego twoje ciało pragnie nadwagi, a następnie wyeliminować przyczyny. Pozbyć się powodów, dla których chce być grube, a w naturalny sposób będzie chciało być szczupłe.

Pisałam już o tym, że częstokroć pierwszym odruchem osoby z nadwagą, która chce rozpocząć odchudzanie jest pragnienie „wzięcia się za mordę” (TUTAJ) – postawienie samego siebie do pionu, wywołanie do apelu, narzucenie bardzo wyśrubowanych reguł – co w istocie jest bardzo bolesne, opresyjne i pozbawione miłości do siebie i własnego ciała. Niby chcemy dobrze, ale skoro przez tyle lat tyliśmy, bo nasza podświadomość jedzeniem „łatała dziury” po jakichś naszych psychicznych traumach, deficytach emocjonalnych czy „zadrach w sercu” – to dietetyczno-odchudzaniowe „wzięcie za mordę” jest w istocie postawienie swojego udręczonego ciała i ducha pod ścianą z pistoletem przy skroni. W efekcie ranimy samych siebie jeszcze mocniej – zastraszamy, szantażujemy, terroryzujemy. Zamiast dowiedzieć się na spokojnie, w czym problem.

lies

 

Prawda jest taka, że ciało wcale nie pragnie zwiększania masy tłuszczowej po to, aby cię ranić albo karać. Jest otłuszczone tylko dlatego, że z jakiejś przyczyny postrzega nadwagę jako coś leżącego w twoim interesie. Jeśli jednak rozpoznasz problemy i zaczniesz z nimi walczyć, wszystko się zmieni. Od razu zauważysz, kiedy ciało przestanie pragnąć tłuszczu. Nie będziesz już głodować i przestaniesz myśleć ciągle o jedzeniu. Nabierzesz więcej energii i entuzjazmu. Nie będziesz już toczyć wojen ze swoim ciałem. Początkowo z zewnątrz ta zmiana może być niezauważalna, ale w środku poczujesz różnicę. Zmieni się twój stosunek zarówno do jedzenia, jak i do własnego ciała. Ciało już nie będzie podważało twoich wysiłków.


A zatem…

bodyisready… na bycie piękną, szczupłą i młodą.

Hell yeah, tylko najpierw muszę rozwiązać brazylion problemów psychicznych, z których nawet nie zdaję sobie sprawy, bo siedzą w mojej podświadomości jak brzydkie robaki pod polnym kamieniem. No ja pierdolę… Ile to jeszcze potrwa?!

 

Kiedy pozbędziesz się powodów, dla których twoje ciało pragnie być grube, zmieni się także twój stosunek do aktywności fizycznej. Teraz być może sądzisz, że go nienawidzisz. (…) Oto prawdziwa przyczyna tej niechęci: twoje ciało nie chce ćwiczeń, ponieważ one sprawią, że stracisz na wadze. Dopóki twoje ciało chce gromadzić tłuszcz, będzie przeciwne ruchowi i spalaniu kalorii, bo utrudni mu to utrzymywanie obecnej wagi.

Tyle że ja zmagam się z problemem upośledzenia sportowego o wiele dłużej niż z nadprogramowymi kilogramami.
Tych, którzy jeszcze nie czytali, zapraszam:
⇒ Jak Zazie ze sportem walczyła (CZYTAJ…)
⇒ Niedowład mięśni, niedoczynność serca, ułomność oddechowa wraz z niedorozwojem kondycyjnym (CZYTAJ…)
⇒ Niestetyż, nie mogę iść na trening, gdyż… (CZYTAJ…)

zazie

Ciało wprawia cię w stan zmęczenia i letargu, więc sama myśl o ruchu sprawia ci ból. To nie przypadek. To celowe działanie, mające sprawić, abyś nie ruszał się z miejsca. Jeśli jednak usuniesz przyczyny, dla których ciało sądzi, że należy być otyłym, będzie chciało znowu być aktywne. Ćwiczenia przestaną być przykrym obowiązkiem, a ruch okaże się jedną z twoich największych radości.

Super, wystarczy tylko usunąć przyczyny!
Co prawda moi liczni psychoterapeuci i psychiatrzy próbowali tego dokonać przez ostatenie 15 lat, ale rozumiem, że Jonowi Gabrielowi uda się to w kilka rozdziałów…
No bo niby czemu nie? Ludzie umierali przez całe wieki, dopóki Alexander Fleming nie wynalazł penicyliny…

 

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że – choć może nie będzie tego widać od razu – utrata całej nadwagi stanie się tylko kwestią czasu. Zauważysz różnicę najpierw w swoim wnętrzu, a z czasem także w wyglądzie zewnętrznym. Ciało steruje całym procesem spalania tłuszczu. Jeśli chce schudnąć, zrobi to bardzo szybko i bez trudu. Oto największa różnica między moją metodą a dietami: im szczuplejsze chce być ciało, tym szybciej chudnę. Diety zaczynają się w taki sam sposób. Najpierw tracisz zbędne kilogramy z dużą prędkością, a potem tempo spadku wagi się zmniejsza. W końcu przestajesz tracić kilogramy, by bardzo szybko je odzyskać.

Uhm… Jak tak się wsłucham w siebie, to czuję, że w głębi duszy moje ciało prezentuje się tak:

balet

A w rzeczywistości – wiadomo…

fat-ballerina

Początkowo nie chudłem szybko. Chudłem powoli. Straciłem około 11 kilogramów przez pierwsze pół roku. Mniej więcej pół kilograma tygodniowo. Dla kogoś, kto ważył ponad 180 kg, to żaden rekord. Później jednak, zamiast zwolnić, utrata wagi przyspieszyła. Zgubiłem 68 kilogramów z prędkością 1 kilograma tygodniowo, a potem jeszcze 9 – w tempie 1,5 kilograma na tydzień. Ostatnie 9 kilogramów nadwagi – tę resztkę, której, zdaniem części ludzi, nie da się pozbyć – straciłem z prędkością 2,5 kilograma tygodniowo. Tempo było więc pięć razy szybsze niż przy pierwszych 9 kilogramach. Nie tylko udało mi się pozbyć tych ostatnich kilku kilogramów, ale one po prostu zniknęły w oczach. (…) Co więcej, mój wygląd fizyczny wcale nie zdradzał, że wcześniej byłem chorobliwie otyły. Ku zdumieniu zarówno lekarzy, jak i laików, moja skóra stała się jędrna i napięta. Osiągnąłem to bez większego wysiłku. Nie musiałem walczyć. 

kidding

 

Od początku trzymałem się tylko trzech zasad:

1. Każdego dnia musiałem mieć pewność, że dostarczam swojemu ciału potrzebnych składników odżywczych w strawnej i przyswajalnej dla niego postaci.

2. Codziennie poświęcałem trochę czasu na techniki, które wypracowałem, aby zwalczać umysłowe i emocjonalne przyczyny nadwagi.

3. Co wieczór, idąc spać, wizualizowałem sobie ideał sylwetki, do którego dążyłem, oraz wymarzony wygląd.

W końcu moja wizja się spełniła.

 

Mój ideał ciała:

perfectbody

Silne, smukłe, giętkie, wytrzymałe.
Tak wiem, poprzeczka zawieszona niemal pod sufitem.

Czy jem mniej? Oczywiście! Ale to dlatego, że nie jestem tak głodny. Czy odżywiam się zdrowiej? Naturalnie! Bo mam ochotę na zdrowsze pokarmy. Czy ćwiczę? Cóż za pytanie! I bardzo to lubię. Bo chce tego moje ciało. Ale nie martw się, nie będę cię w tej książce namawiał, żebyś zmuszał się do ćwiczeń czy do czegokolwiek innego.

Poproszę cię tylko o trzy rzeczy:

1. Codziennie dostarczaj sobie substancji odżywczych, na których niedobór cierpi twoje ciało.
2. Słuchaj wieczorem mojej płyty z wizualizacjami albo poświęć choć 10 minut na ćwiczenia wizualizacyjne opisane w tej książce.
3. Słuchaj głosu serca i swojego ciała.

zen

Bogowie, dopomóżcie, bym nie pękła ze śmiechu…

 

 


PODSUMOWANIE DNIA:

waga:    70kg

♦ dieta:    trzy posiłki MB

♦ grzechy i występki:    brak!

♦ ilość wypitej wody:    1,5 l

♦ suplementy:    żadnych

♦ aktywność fizyczna:    2km marszu

♦ samopoczucie:    znośne :)

 

 

 


Dołącz do Zazie


 

więcej na:

https://zazie.com.pl/odchudzanie/

odchudzanie_banner

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.
3

5 myśli na temat “ODCHUDZANIE: Dieta, trening i… krew w piach

  1. O ile Doktor Beck mnie przekonywała, o tyle ten Gabriel jakoś zupełnie do mnie nie dociera…No,ale dajmyż gościowi szansę…Ty czytaj, Olga, przekładaj po naszemu i się zobaczy:-) P.S. Ja bardzo chcę być chuda, a waga ciągle pokazuje 10 kilo więcej niż bym chciała:-( W dodatku głos w głowie kusi: „Zacznij od pierwszego!”

  2. Eeee jesli moge cos dorzucic od siebie. Z doswiadczen moich wychodzi mi, ze poradniki i diety sprowadzaja problem do 2 typow podejscia do odchudzania. Pierwszy – otylosc jest wynikiem lenistwa umyslowego i braku kontroli. Odzyskaj kontrole nad soba, a uzyskasz efekt o jaki tobie chodzilo. Najpierw jest bol, pot i lzy, wyciskane dodatkowo na silowni pod okiem fit trenera. A potem nawet uda ci sie uwierzyc, ze lubisz sie katowac – juz zawsze musisz uwazac, jestes jak alkoholik po odwyku, nigdy nie mozesz sobie zaufac, pofolgowac, bo mozesz stracic kontrole. Utrzymanie wagi przez dluzszy czas i utrzymanie nowego stylu odzywiania i cwiczen bedzie dowodem, ze odzyskalas kontrole. Wymagane do osiagniecia celu znienawidzenie siebie utytej tak, zebym na mysl o dodatkowym kilogramie dokrecala sobie srube jeszcze bardziej.
    Drugi – otylosc jest wlasnie wynikiem nienawidzenia siebie, doprowadzilam siebie do takiego stanu z powodu glebokich psychologicznych powodow, czesto nieuswiadomionych. Polubic siebie to pierwszy krok. tak sie wakceptacji trzeba zanurzyc, zeby odmawianie sobie i cwiczenia byly efektem wewnetrznej zgody na nie, nie efektem odmawiania sobie. Podobno utrata kilogramow idzie wolniej, ale kiedy czlowiek sam ze soba dogada sie na ten proces, to osiagniecie efektow bywa skuteczne na lata i czasem konczy sie rzeczywista zmiana stylu zycia. U mnie pierwszy sposob dzialal lata temu. Teraz pracuje nad sposobem drugim. Jak to sie skonczy zobacze za czas jakis. Zycze i Tobie Zazie powodzenia.

  3. Eeeeej, wcale nie jest ta teoria pozbawiona logiki….widzę w niej dużo sensu. Tyle, że osobiście nie wierzę w jedną prawdę objawioną. Jak dla mnie byłoby to zbyt jednostronne. Jesteśmy tak bardzo poskręcani na tryliard sposobów, że wydaje się za dużym uproszczeniem: jedna recepta z nazwiskiem „dr Gabriel”. Zgodzę się jednak z tym panem, że dobrze jest dotrzeć do momentu kiedy sama droga sprawia przyjemność.

Dodaj komentarz