inne rozkosze.

namiętnie trenuję kółka i krzywe. drepczę palcami po papierze, po omacku. miękkim ołówkiem. zapamiętale zasmarowuję kolejne strony. esyfloresyrobaki. szukam kształtów, śladów i cieni. kupiłam dziś 36 akwarelowych kredek, gruby papier, pędzelek i gumkę chlebową. oprócz tego jungle elephant, baby doll i lolitę lempicką. kocham pracowe bony gwiazdkowe. chodzę do kina na głupkowate filmy, noszę...

sofa surfer

powoli, od niechcenia uczę się niechcenia. nieczekania. nieoczekiwania. odpuszczania. trwania. samowystarczania. wchodzę i wychodzę. odchodzę. idę sobie. przechodzę obok. mijam. niczyja. prześlizguję się wzrokiem. przejeżdżam językiem. czujnikiem. bezpiecznikiem. kontrolnie. gdyż. niespodziewanie odwidziało mi się. zmalało. słupek rtęci wewnętrznej chęci poleciał w dół. nie, dziękuję. postoję. nie za blisko. to wszystko. bez obaw, stan wrzenia...

miasta na wu.

idąc do pracy, wpadłam na słup. i słup powiedział do mnie: słuchaj zaz, to jest tak – uciec się nie da. możesz się machnąć trzysta pięćdziesiąt kilometrów w jedną lub druga stronę. ale to bez znaczenia. przecież i tak sama siebie dopadniesz na pierwszym możliwym zakręcie. sama siebie postawisz pod ścianą. sama wiesz. więc...

Gaba Kulka w Timecafe

w półmroku, z ręki, stojąc tuż przy rozwibrowanym głośniku: Gaba ma zabawkowy kibordzik, a Kornel kontrabas na wielkie ruskie baterie – who has given you the right to say how much is enough? and if you claim to be bored I am calling your bluff… – proszę państwa, a teraz będzie piosenka o psychopatycznym...

butterfly effect

tryb energooszczędny. z dnia na dzień. byle do jutra. byle przetrwać zimę. potem sie zobaczy. szkoda mi teraz sił na rozpamiętywanie. analizy i rachunki sumienia. roztrząsania i rozbiory. na deklinację przez przypadki i zbiegi okoliczności. na koniugację przez czasy i rodzaje ludzi. niczego nie żałuję. niczego nie zapomnę. niczego nie chcę wymazać. czarne na...

saving my face.

moje pobudki do pracy bladym świtem zyskały kiedyś miano ‚dramatyczno-onirycznej walki z lampionem’. na okoliczność jęków, przekleństw, złorzeczeń i światła pomarańczowej lampy przy moim łóżku. dzisiejsza edycja walki przypominała wojnę szarpaną. dobre pół godziny w cyklu 5 minutowym. gorsze niż stosunek przerywany. z tego co pamiętam. dosyć mgliście. whatever. o czym to ja… acha....

no more drama.

pogięło mnie. z niewyspania. siedzę w pracy. zadowolona, o dziwo. jest mi całkiem nieźle, o zgrozo. wpieprzam świąteczne czekoladki. chłopcy z didżejki puszczają nieśmiertelne ‚last christmas’ wham’u. nucę sobie: this year, to save me from tears I’ll give it to someone special… jasna sprawa, przezorny zawsze odbezpieczony. toczący się granat mchem nie porasta. i...

Scroll to top