
jak zwykle, tradycyjnie już, mój pamiętniczek nie startuje w konkursie na blogusia roku,
mimo że rozważałam tę opcję w ramach zrobienia czegoś na przekór sobie.
niestety moja podświadomość czuwa – przegapiłam deadline zgłoszeniowy.
kurtyna.
a poza tym wszystko jakoś tak przyspieszyło… może dlatego, że mamy z Sydem
tak zwany “pożar dupy” z tytułu naszych kredytów, długów, zobowiązań i obciążeń.
nadal kręcę się w kółko i obmyślam interes życia, zamiast zacząć od rzeczy najprostszych.
idąc w analogię – na hasło: “nie mamy kasy na chleb” – ja, zamiast normalnie
po ludzku zarobić te pieniądze, wyjmuję z szafy moją wielką laserową dzidę,
zdejmuję ze ściany naostrzoną pikę i ruszam do najbliższej wioski porwać piekarza.
oraz jego żonę, jej kochanka, stryjenkę tegoż oraz psa bez oka. razem z nimi zakładam
wędrowny cyrk i z pieśnią na ustach wyruszamy wszyscy do Maramuresz.
kurtyna.
Autor: Olga Gromek (Zazie)
Tekst autorski opublikowany na zazie.com.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Zaz prowadzisz świetnego bloga, może więcej systematyczności i tekstu, i tematów, i zdjęć (bo te również robisz znakomicie), rozpromować ciut bardziej i podłączyć go pod PayPala na drobne datki. Bywasz aktywistka – publicystka – najwięcej komentarzy zdobył Twój reportaż z parady. To daje do myślenia. Stań się opiniotwórcza jak Azrael Kubacki, ale w swoim, niepowtarzalnym stylu, który tak wielu ukochało. No i pisanie tekstów sponsorowanych od czasu do czasu. Pisz, pisz jak najwięcej. Nic to – powodzenia.
Zazie, pewnie należałby się użalić nad kredytem, brakiem kasy na chleb itd. a ja nie. Siedzę i kwiczę z tego cyrku wędrownego. A najbardziej mnie nurtuje rzecz następująca: czemu akurat ten pies bez oka?
A „Perkałabę” znasz? To chyba jeszcze więksi wariaci niż ci z Bordello.
też nie mam pomysłu na zarobienie pieniędzy – martwota umysłu w tym temacie… jestem na chorobowym i jak pomyślę, że w kolejny poniedziałek muszę popierdalać na uniwerek i zarabiać te marne grosze to mi słodko w ustach się robi, nie lubię tego pozornego spokoju uniwersyteckich pieleszy bo to i tak jak kręcenie się w rzadkim gównie….daje tyle aby być w miarę na powierzchni, ale nie na tyle, aby swobodnie pływać…bleee marudzę – pozdrawiam – Sylwia
też mam wciąż nadzieję że natchnie mnie coś nagle i interes życia pojawi sie całkowicie niespodziewanie…
Do laserowej dzidy bardzo pasuje hełm Lorda Vadera, może być różowy.
p.s. na chuj ci tytuł blogasia roku…?
Zazie-kliknelam niechcacy i nie da sie odkliknac-ze niezrozumiala-
ja zrozumiala-ale Zazie- jak tak piszesz to ja napierdzielam kopytami i wyje ze smiechu (laserowa dzida wygrywa nawet zwedrownym cyrkiem).
Raz kliknięte – pozostaje kliknięte na wieki! ;))
A laserowa dzida jest niestety obosieczna i często jak nią tak wymachuję, to sama się na nią nadziewam – no i chodzę jak taki wicehrabia przepołowiony ;)))
Czasem rozwiązania pozornie bezsensowne okazują się najlepsze (chociaż mniej lub bardziej utrudniają życie). Lepiej robić cokolwiek niż nie robić nic, był taki komiks w odmętach internetu, nie pamiętam dokładnie, ale jakoś tak to szło: „Się spierdzieliło” „A czy od siedzenia zrobi się spierdzielone mniej?”. Więc działaj tak, jak umiesz i potrafisz, i na ile sił Ci starcza. Mocno trzymam za Was kciuki.
Jak się coś spierdzieli, to ja biegam szybko i w kółko, tak że nawet „taczki nie zdanżam załadować” ;) ale może i z tego coś dobrego wyniknie ;)
nie wiem, czy sobie z tego zdajesz z tego sprawę, ale tym samym znów dałaś innym szansę na wygraną.
ale na wygraną w co? lotto? bingo? bierki?
uciekające żółwie?
ostatnio grałam z 5-latką w uciekające żółwie.