pasaże. finisaże. draże kokosowe korsarz.

Kończy się lipiec. W lipcu mój blog skończył 13 lat. Ja też powoli się kończę.
Nie wiem, może to przełom, a może w końcu depresja postanowiła pożreć mnie żywcem, wpierdalając się przy tym między wódkę a zakąskę na wspaniałym bankiecie mego życia, które całkiem przecież niedawno postanowiłam wieść szczęśliwie i spokojnie. Oh well, it’s my party and I’ll cry if I want to.

Ten lipiec jest ważny, bo oto postanowiłam stoczyć ostatnią rundę z wrogiem. Albo inaczej – dać sobie ostatnią szansę na wyzdrowienie, na cudowne uleczenie się depresji i pełne chwały wyjście z czarnej dupy.

Mówię to tak zuchwale, jakby cokolwiek zależało ode mnie. Ale może właśnie tak jest. I może naprawdę zależy. I trzeba się po prostu pozytywnie nastawić, uwierzyć, przemóc, a wszystko pójdzie dobrze, samo potoczy się z górki na pazurki i tym razem nie roztrzaska sobie ryja na chodniku.

Wiem już, że na depresję nie pomaga odchudzanie. Nie pomaga i już. Po pierwsze: jeśli jesteś gruba, to znaczy, że masz ze sobą problem. Jeśli masz ze sobą problem, to znaczy, że bardzo siebie nie lubisz. Jeśli bardzo siebie nie lubisz, to czegokolwiek ze sobą nie zrobisz, będziesz to nadal Ty. Idąc tym tropem, dla samej siebie nigdy nie będziesz wystarczająco szczupła, wysportowana i umięśniona; wystarczająco mądra, wystarczająco ładna, wystarczająco interesująca. Nigdy.

Owszem, zrzucenie 20kg cieszy i może przez chwilę czujesz się lepiej, bo się udało, bo znajomi mówią “ekstra!”, bo mieścisz się w dawne ciuchy, bo nie łapiesz już zadyszki na ulicy. Tyle że niższe BMI nie rozwiązuje żadnych problemów. Jeśli miałaś ze sobą problem, to nadal go masz. I nie potrafisz nawet podziękować sobie samej za te pierdolone 20 kilogramów, jakby zrzucenie ich było Twoim psim obowiązkiem, żeby mieć prawo żyć. Tymczasem nadal go sobie nie dajesz. Nie dajesz sobie prawa do życia.

Więc odpuść sobie diety, gruba nieszczęśliwa dziewczyno.

Kiedy masz problem ze sobą, nie pomoże ci nawet największa miłość. Możesz ją co najwyżej zniszczyć, tak jak niszczysz samą siebie, nie wierząc w to, by ktokolwiek przy zdrowych zmysłach był w stanie kochać ciebie taką, jaka jesteś. Śmierć frajerom.

Jeśli masz ze sobą problem, nie działają nawet antydepresanty. Owszem, tonują, wyciszają, zmniejszają sinusoidę nastrojów, delikatnie maskują samobójcze porywy, odrobinę znieczulając na rzeczywistość. Ale nie wyczarują ci nagle – pośrodku tej czarnej dupy, w której tkwisz po szyję – poczucia własnej wartości, samoakceptacji, miłości i cierpliwości do samej siebie. Z pustego i Salomon nie naleje. Deal with it.

Jeśli masz ze sobą problem, nie działają modlitwy, rytuały, masaże, joga, akupunktura, zioła, tańce, seks, alkohol.

Psychoterapia też nie działa. Owszem, po 15 latach gadania, łkania, rzucania kurwami i konfrontowania się ze swoimi problemami, może i zaczynasz samą siebie rozumieć, widzieć przyczyny, mechanizmy i procesy. Może i umiesz wprawnie rozkładać siebie na czynniki pierwsze, by potem bezradnie przyglądać się drgającym konwulsyjnie emocjom, ale nadal nie potrafisz siebie pokochać. Nie potrafisz i już. Ściana.

 

I nadal chce ci się rzygać na samą myśl, że masz spędzić ze sobą kolejny dzień.

Tyle mam aktualnie do napisania.

 

depression

 

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.

skomentuj przez Disqus ↑    lub    zjedź na sam dół strony ↓ i skomentuj ‚normalnie’ ;)

13

13 myśli na temat “pasaże. finisaże. draże kokosowe korsarz.

  1. Oj Zazuś, Twój ból i smutek rezonuje we mnie :-((
    Może napiszemy coś razem? Ostatnio czytam thrillery medyczne.
    A z innej półki, czytałaś „Byłam po drugiej stronie lustra” – Arnhild Lauveng?
    Macham zza ekranu :)

  2. Zazie,

    Czytam Cię bardzo długo. Lubię Twoje lalki, psiury, Twoje włosy szybko rosnące i Syd w paskach. Jakkolwiek dziwacznie to zabrzmi, puść sobie coś Adama Szustaka, w ramach poszukiwań.

  3. Droga Zazie!
    Bardzo mocno trzymam kciuki żebyś wygrała tę walkę. Czytam twojego bloga od mniej więcej 2 lat i to właśnie dzięki tobie jestem właścicielem mopsika. Byłaś i jesteś moją inspiracją. Wierzę, że dasz radę, bo jesteś silna. Przesyłam najszczersze słowa otuchy i przytulasy. Dasz sobie radę, nie martw się… :)

  4. Jesteś prawdziwa i rzeczywista. Dzięki Twoim słowom wiem, że nie jestem sama. Dziękuję. Nie odpuszczaj. Bądź. Dla siebie samej.

  5. Zazie, serce mi się kroi, jak to czytam. Pod większością z tego mogłabym się podpisać (tylko że Ty ujmujesz to lepiej, niż ja bym ujęła). Cieszę się z frazy „ostatnia runda”, bo to znaczy, że kolejna, mimo wszystko. Jeszcze się nie poddałaś i mam nadzieję, że się nie poddasz.
    Dziewczyno, dajesz mi tyle nadziei, bo mimo że wszystkie dostępne sposoby zawiodły, to jednak jeszcze tu jesteś (i bądź jak najdłużej!) I może to głupie, ale powtarzam sobie, że Ty dajesz radę, to i ja dam. Na przekór. Po jeszcze jeden okruch szczęścia, błysk w oku, taką chwilę, że „oj”.
    Niewiele mam blogów, do których wracam dlatego, że ich autorzy są dla mnie ważni. Ty jesteś dla mnie ważna.

  6. no moze i nie bedziesz nigdy ( wg swoich kryteriow) wystarczajaco ( czyli idealnie?) szczupla, wysportowana, inteligentna, tworcza, blyskotliwa, towarzyska, przebojowa- ale co ( nawet jesli) z tego, ze taka nie bedziesz? masz jedno zycie, ktore trwa calkiem krotko, na chuj Ci to pragnienie bycia idealna? jakie to ma w ogole znaczenie?

  7. U mnie lamitrin hamuje depresję plus antydepresant, a neurotop zapobiega górkom, długo trwało dobieranie dawki, ale teraz jakość życia jest wysoka. Uściski Zazie.

  8. Boli, gdy się to czyta :-( Nie wiem, co poradzić, bo po pierwsze sama nie umiem się pokochać (mimo wspaniałego dzieciństwa, dobrej pracy, możliwości podróży i rozwoju) i cały czas balansuję nad przepaścią, po drugie wymieniłaś tyle różnych potencjalnych „leków”, które nie zadziałały… Pomóc nie umiem, poza wsparciem finansowym Twoich projektów… Napiszę tylko, że – paradoksalnie – uczysz radości życia, nawet tak niezdolną do niej osobę, jak ja. Twoje zdjęcia są jak obietnica jakiejś innej, jasnej rzeczywistości. Trzymaj się proszę.

    1. Zgadzam się w 100%, ze paradoksalnie pokazujesz nam, jakie życie może być piękne. Pewnie nie masz tego nawet w zamiarze. Ja na co dzień uwielbiam zaglądać do Ciebie, bo zawsze wiem, że czegoś mnie nauczysz (nietuzinkowości, otwartości, jak kochać bezgranicznie, czystości :), dubbingu, świetnej muzyki, przyznawania się do słabości, lojalności, spania na trawie w trakcie podróży, cierpliwości – tak,tak, podziwiam historie o „obsłudze” Kumoka i Miszura, przyjemności z codzienności). No kurcze, bym mogła tak jeszcze.. I wiem, że możesz teraz powiedzieć: „I co z tego, skoro mi samej jest ze sobą źle”. Wiem i bardzo mi przykro, ale chciałam Ci napisać, że ja się czuję doskonale z Tobą – chociaż wcale się nie znamy. To już „coś”.
      Chciałabym umieć pomóc…

  9. Hej Zazie. Ciężko znaleźć adekwatne słowa. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że od tych kilku lat funkcjonowania jako Twoja czytelniczka i fanka kibicuję Ci w walce z chorobą. Nie tą tłuszczową bynajmniej, a tą siedzącą w głębinach. Jestem od Ciebie dziesięć lat młodsza i sama stoczyłam trochę walk z własną ciemnością – choć zapewne walk nie tego kalibru, co Ty – aż w końcu chyba nauczyłam się znajdować małe codzienne sensy. Nie jeden duży, a bezustannie multum małych. Jak przychodzą mroki, nie boję się ich tak bardzo, bo wiem, że w końcu miną. Pamiętaj o mopsach, o S., o lalkach, o tym jak cholernie inteligentną i utalentowaną osobą jesteś, damnit. Nawet jeśli to w tym momencie tylko płytki ciąg znaków dla Ciebie.

    https://youtu.be/5XxHXE38Z5o

  10. Strasznie to smutne co piszesz:( Uwielbiam Twojego bloga, uważam, że masz prawdziwy talent. Parę razy pod wpływem Twoich słów płakałam ze śmiechu, lub smutku do wyboru. Życie jest ciężkie ale warto się męczyć – mam nadzieję. Przesyłam Ci pozytywną energię i zapraszam do Łodzi – podobno zarażam optymizmem – a może to pomoże?:)

Dodaj komentarz