Śmierć na pięć czyli głośny szloch zza kanapy

W roku 1984, w sercu nowoczesnego warszawskiego osiedla mieszkaniowego na prawym brzegu Wisły, 34-letni Lech Gromek, z burzą lekko falujących włosów i gęstą czarną brodą, którą odruchowo podskubywał i gładził, lubił siadać na pufie przed swoją ukochaną stereofoniczną “elizabetką” i z wielkimi słuchawkami na uszach [klik!], nie chcąc przeszkadzać małżonce swej Ewie i dwojgu niewydarzonym potomkom, oddawał się kontemplowaniu ogłuszających dokonań zespołów Lady Pank, Perfect i Republika.

Na szczęście dla samej siebie, jego małoletnia córka Olga, miała na tyle dobry słuch, że wielkie słuchawki nie stanowiły dla niej żadnego problemu. Po prostu stawała obok siedzącego Lecha, na tyle blisko, by niemal dotykać uchem słuchawkowej muszli i łapczywie łowiła ostre dźwięki, przesiąkając nimi do kości.

Kiedy Ewy nie było w domu, wielkie słuchawki lądowały na styropianowej głowie manekina, a całe mieszkanie dudniło muzyką z wielkich głośników Unitra ustawionych wysoko pod sufitem na szczycie meblościanki z okleiną w kolorze szlachetnej peerelowskiej czekoladopodobnej. Jezu, jak Olga kochała to ojcowskie muzyczne pierdolnięcie pośrodku tego ludowego kombinatu pudełeczek mieszkalnych.

I choć w przedszkolu śpiewała dzieciom “Ohydę” Lady Pank, doprowadzając przy tym wychowawczynię do białej gorączki, to o wiele bardziej lubiła Repubilkę. Tylko że trudniej było zaśpiewać ich piosenki. I jeszcze trudniej zrozumieć. Sześciolatce. Były dziwne, mocne, niepokojące.

 


[Republika, Śmierć w bikini]

W bikini idziesz do mnie pani, na piasku nie zostawiasz śladów.
Nie mogę wstać, nie mogę wstać, więc leżę patrząc na twe ciało
Rozbierasz mnie leciutko, pani. Umieram prawie rozebrany.
Z ust płynie m strumyczek krwi…

 

Ten tekst wydawał mi się tak straszny i obrzydliwy, a jednocześnie nie mogłam się uwolnić od tego upojnie koszmarnego czarno-białego obrazu, który stworzyłam w swojej kilkuletniej głowie. Piasek był biały. Krew była czarna. “Chcę wiedzieć, jak są zimne gwiazdy…” – myślałam, ale głupio mi było poprosić Tatę, żeby puścił jeszcze raz tę piosenkę o tym panu, co ta pani na plaży, właściwie to nie wiem co… Noo Tatooo, nooo….

 


[Republika, Arktyka]

Kochałam to brzmienie Republiki. Tak wyraziste, głębokie i niskie, gładkie i neurotycznie wyszlifowane do granic nerwowej wytrzymałości. To śmieszne, ale “Arktyka” była dla mnie – jako małej dziewczynki, idealnym hymnem wrzeszczących na siebie fanów Lady Pank i Republiki: “Ar-kty-ka WY-GRA!!! O-nie-nie!!! O-tak-tak! Sy-ber-ia PRZE-GRA!!! O-nie-nie!! O-tak-tak!!!”. Re-pu-bli-ka WY-GRA!!! Miałam ochotę kopać w meble i wymachiwać pięściami.

 


[Republika, Obcy astronom]

Ja to wtedy tylko przeczuwałam, ale dziś już wiem – to jeden z najpiękniejszych polskich neurotycznych tekstów o miłości:

Oglądam twoją twarz. Oglądam twoją twarz w lunecie
i nie wiesz o mnie nic, zasypiasz naga w swoim świecie.

Gdy myjesz ciało swe i gdy rozpuszczasz długie włosy,
nic nie wiesz, nie wiesz, że podgląda cię astronom obcy.

Wysyłam w kosmos pocałunki swe, wysyłam w kosmos pocałunki swe.
Komety niosą do niej S.O.S., moje S.O.S., S.O.S., S.O.S., niosą jej

Więc gdy podglądam cię, me serce myli sejsmografy.
Lecz nie potrafię przejść po drodze mlecznej, nie potrafię.

 

 


[Republika, Poranna wiadomość]

Myślałam sobie, że tak – o właśnie tak mógłby brzmieć ostateczni kataklizm, koniec świata i wielka wojna. Panicznie bałam się tej piosenki. I tym mocniej chciałam jej słuchać.

 

– Słyszałaś to, słyszałaś?
– Tak, to nie jego.
– No, może coś, może coś… nie wiem, już nie wiem… Słyszałaś to naprawdę?
– Nie wiem wiesz, chyba nie… niedokładnie.
– Nie? Ja to słyszałem dokładnie. Będę musiał chyba… do cholery, będę musiał chyba iść.

[…]

– Fajnie było? Nie możemy tutaj zostać. Pójdź za mną. Pójdź za mną.
– Tak?
– No tak, no… To nie ma sensu, wiesz, tu siedzieć.
– Ale – tam chcesz iść?
– Obojętnie gdzie. Musimy.
– Nie. Zostańmy tutaj…
– Nie… Tutaj to jest złe miejsce. To nie jest dobre miejsce.
– Ale tu jest ciepło.
– Ciepło…

 

Czasem zastanawiam się, czy pozwoliłabym swojemu dziecku słuchać takiej muzyki… Pewnie nie. Tym bardzie Ci dziękuję, Tato ;))

Potem było upalne lato, roku 1988, siedzieliśmy na działce nad Zalewem Zegrzyńskim. Bez prądu. Trwał festiwal w Sopocie, który oglądaliśmy wraz z sąsiadami na turystycznym telewizorze SPORT podłączonym do akumulatora naszego samochodu marki Zaporożec. To był niesamowicie ważny wieczór, bo słuchajcie – koncert Obywatela G.C.! Swoją drogą trochę nie rozumiałam… Skoro Republika jest ekstra, to czemu Obywatel solo…?

 


[Sopot 1998, zapis koncertu Obywatela GC]

No mniejsza o to, modliłam się żarliwie wraz z nastoletnią kuzynką sąsiadów, bo w telewizorze siadało napięcie i znikał obraz, kiedy akumulator zaczynał tracić moc. Trzeba było wtedy odpalać Zaporożca, co Tata czynił w trybie ekspresowym, by nie uronić ani chwili tego wiekopomnego wydarzenia, ale co z tego, kiedy silnik Zaporożca napierdalał z takim hukiem, że zagłuszyłby nawet odrzutowce. Ciężki, to był koncert, nie powiem. Trochę Grzegorza, trochę łomotu dwusuwa, trochę Grzegorza, trochę spalin z Zaporożca. I tak w kółko.

 

 


[Obywatel GC, Tak tak to ja]

Zastanawiałam się wtedy, czy to normalne, że uważam, że ta piosenka jest o mnie. Chyba jednak normalne. Miałam 10 lat i byłam po pierwszym nieśmiałym epizodzie z nożem kuchennym.

 

 


[Obywatel GC, Nie pytaj o Polskę]

Potem była długa cisza. We mnie. Płyta “Stan strachu” z 1989 roku była dla mnie za ciężka. Zresztą Tata jakoś przestał głośno słuchać muzyki, a ja zamykałam się sama w pokoju. Dwa lata później nastąpił wielki wybuch. Rok “1991” to była euforia. Chłopcy nigdy wcześniej nie grali tak dobrze. Z miejsca pokochałam to “nowe” wcielenie Republiki.


[Republika, Kombinat]

A Grzegorz… O boże, Grzegorz nagle wydał mi się absolutnie obłędnie seksowny.

 

 


[Republika, Biała flaga]

Oraz pokażcie mi takiego drugiego w polskiej muzyce… który by tak pisał i grał. No pokażcie. Nie widzę.

 

 


[Republika, Moja krew]

Teraz rozumiałam już wszystko. Tekst po tekście, wers po wersie. Miałam 14 lat i chciałam być Grzegorzem Ciechowskim jak dorosnę. Czyli skończyć polonistykę i pisać takie teksty.

Zanim to jednak nastąpiło, w liceum poznałam Piotrka. Strasznie chciał mi zaimponować, chyba, więc czytał mi Norwida z Herbertem oraz puszczał Lady Pank i Ziyo. Także ten… Ekhem. Miłe dziewczyny gryzą się w język.

 

Traf chciał, że z Piotrkiem, notorycznie gryząc się w język, spędziłam kolejne cztery lata, zaliczając przy tym pierwsza interpersonalną (co ważne!) inicjację erotyczną z towarzyszeniem płyty “Republika marzeń” z 1995 roku.

 


[Republika, Republika marzeń]

Nadal nie mogę słuchać tej piosenki bez szczerego wzruszenia. Naprawdę. I chociaż absurdalną i kosmiczną niemożliwością było wytłumaczenie Piotrkowi subtelności, zmysłowości i niuansów nie tylko tego tekstu, ale i mnie, mojego ciała oraz całej reszty wszechświata, to ta piosenka rekompensowała mi wszystko. Była absolutnym spełnieniem. I tajemnym porozumieniem spod znaku Brunona Schulza. Nie potrzebowałam nikogo innego, by zbudować w sobie cały świat, z dźwięków, słów, obrazów i skojarzeń. Żeby się w nim schować.

 

 


[Republika, Jestem poławiaczem pereł]

Z Piotrkiem poznałam najbardziej ciemną stronę rzeczywistości, najbardziej brutalną i okrutną wersję miłości oraz wszystko to, co powinno mi było zostać oszczędzone w wieku lat 17. Ale chuj, stało się.

 

 


[Republika, Synonimy]

rozpusta. rozpasanie. brak skromności. wyuzdanie. rozwiązłość. niemoralność. cudzołóstwo. porno. nagość. bezwstyd i znieprawienie. zbydlęcenie i zgorszenie.
gangrena. błoto. bagno. dekadencja. gołe. ciało. plugawość. pornografia. upodlenie. profanacja. orgiazm i wszeteczeństwo. cudzołóstwo i lubieżność. rozkład moralny. błoto. upodlenie. filmy porno. to obrazy z moich snów… o tobie.
lubieżność i obraza. zejście i degrengolada. nieczystość. zeszmacenie. szambo. bagno. zbydlęcenie. natchnione. lubowanie.
nasze byle zakochanie.

 

czy ktokolwiek mógł mnie wtedy uratować? nie sądzę.
po traumie 1997 roku sama sobie puszczałam „Piosenkę dla Weroniki”:


[Obywatel GC, Piosenka dla Weroniki]

to jest noc. to jest dzień. tak się ludzie kochają. to jest Bóg, a to cień. to jest śnieg. to jest krew. to jest ogień. to ból. to jest bajka. to wróg. to są sny. nie bój się. to jest prawda. to blaga. to jest dobre. to złe. to jest noc. to jest dzień. to jest biel. to jest czerń to jest…
skąd ja to nagle wiem. skąd ja to nagle wiem…

 

Po tym wszystkim Republikę, wraz z całą resztą bolesnych wspomnień, zamknęłam w swoim osobistym pudełku z napisem „Trudne sprawy” oraz „Nie warto rozmawiać”. Prawie zapomniałam. Aż pewnej grudniowej nocy 2001 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy z zapałem przemeblowywałam swój pokój na pierwszym piętrze nieco przestarzałego już osiedla mieszkaniowego na prawym brzegu Wisły, słuchając Trójki i wieszając jakieś gwiazdkowe pierdoły nad oknem… Usłyszałam, że On umarł. Tak po prostu umarł.

 


[Republika, Śmierć na pięć]

… za nimi ja. bo w wodzie też wystąpił nagły ciebie brak.

 

Miałam 23 lata. Studiowałam polonistykę. I nadal chciałam być jak Grzegorz Ciechowski.
Do rana siedziałam schowana za odsuniętą od ściany kanapą i wyłam.

 

Piotrek umarł pięć lat później.

 

 

 

 

 

 

 

Przepraszam. Wybacz mi. Kocham Cię. Dziękuję.
21

11 myśli na temat “Śmierć na pięć czyli głośny szloch zza kanapy

  1. a ja pamiętam, jak Danuta Holecka obwieściła mi jego śmierć w sobotę, chyba ok. 13.30. siedziałam na oparciu fotela i zjechałam….

  2. Poruszający tekst przywołujący wspomnienia, te dobre związane z muzyką Republiki, tekstami Grzegorza i te straszne sprzed prawie 14 lat, kiedy to prawie dokładnie miesiąc wcześniej , przed odejściem Grzegorza zawalił się cały mój świat. Wtedy umarł On, który był wtedy całym moim światem, życiem, powietrzem, przyszłością…umarł tak jak Grzegorz, nagle- tętniak i już…..koniec.
    Musiałam sie nauczyć dalej żyć ale nic nie just już takie jak kiedyś

  3. Poruszający tekst przywołujący wspomnienia, te dobre związane z muzyką Republiki, tekstami Grzegorza i te straszne sprzed prawie 14 lat, kiedy to prawie dokładnie miesiąc wcześniej , przed odejściem Grzegorza zawalił się cały mój świat. Wtedy umarł On, który był wtedy całym moim światem, życiem, powietrzem, przyszłością…umarł tak jak Grzegorz, nagle- tętniak i już…..koniec.
    Musiałam sie nauczyć dalej żyć ale nic nie just już takie jak kiedyś

    1. To jest jeden z tych komentarzy na blogu, które porażają, zginają w pół i zapadają w pamięć na długo. Bardzo dużo myślałam o tym, co tutaj napisałaś. Nie odpowiem, że „współczuję”, bo po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie Twojego bólu i rozpaczy. Nie tylko ówczesnego, ale i teraźniejszego. Nie wiem co powiedzieć, ale dziękuję Ci, że się tym ze mną podzieliłaś. Ściskam Cię bardzo, bardzo mocno i dziękuję, że tu jesteś i że czytasz.

  4. Niesamowity tekst – i wcale nie przydługi (wręcz żałuję końca).
    Republika jak i sam Grzegorz C. również zajmuje ważne w moim życiu i sercu miejsce. Przywołuje wspomnienia i emocje, które stają się tak żywe jakby z wczoraj, gdy tylko przez usta cicho, wręcz z nabożnością, wypuszczą się słowa piosenki..

    1. Ja do dzisiaj czuję w sercu jakieś takie tkliwe „ukłucie” za każdym razem, gdy usłyszę Republikę. Nie tylko z sentymentu, ale i z żalu, że coraz mniej jest w Polsce takiej muzyki i takich tekstów. Okazuje się, że nie każdego da się zastąpić, a pewne kawałki są absolutnie ponadczasowe…

  5. Jestem trochę starsza od Ciebie, Republikę przeżywałam w nieco starszym wieku (i nie dzięki Tacie), ale podobnie. Byłam na koncercie Obywatela GC – „Na przełaj” (takie ówczesne pisemko komputerowe) wydrukowało moją krótką recenzję, to był mój debiut literacki – z euforii przeszłam przez zamknięte szklane drzwi, pamiętam to jak dziś.
    Moje dzieciaki wykrzykują czasem Marię Peszek, pewnie nie rozumiejąc wiele. Myślę, że warto.
    Dzięki za ten tekst.

    1. Och, czytałam „Na przełaj” :))) Ale mam z nim skojarzenia takie bardziej punkowo-alternatywne ;) z pisemek komputerowych to czytałam „Bajtka”. Ba! Ja go wręcz uwielbiałam :) Ale to materiał na osobna notkę :)

Dodaj komentarz