emocjonalne wyziewy, egzaltowane smarki, autorefleksyjne rzygi i egzystencjalna sraczka

za każdym razem, kiedy siadam do napisania notki – samoistnie wylewają się ze mnie wprost na klawiaturę wszelkie wewnętrzne nieczystości: jakieś gorzkie żale, słodko-kwaśne niepokoje i mdławe wątpliwości, wszelkie dramatyczne westchnienia i teatralne pauzy, niespełnienia i nienasycenia, półuśmiechy i ćwierćbęknięcia oraz pełen grozy suspens i reszta osobliwego badziewia, które muszę jak najszybciej z siebie wypisać....

Majka Jeżowska w muzeum dizajnu

mój osobisty Napięty Grafik (lajkujcie Syda!) ze swoim osobistym Webmasterem zrobili mi oto ślicznego nowiuteńkiego blogusia – takiego, jakiego się teraz powinno mieć w nowoczesnej blogosferze; takiego, jakiego mają blogerki modowe, dizajnowe i parentingowe. idea jest taka, żeby był ład i porządek z równiutkim kodzikiem hateemel – bez Zazowego upaćkania, kiczu, gadżecików, widżecików, wodotrysków i breloczków. bardzo mi się on...

Zazie portret własny

chciałam to mam. wiadomo – uderz w stół, a odezwą się nożyce, grzebień, grabie oraz widły do przerzucania internetowego gnoju. zacnie jest mieć hejterów, którzy – gotowi na każde wezwanie – usłużnie dopierdolą ci w komentarzach, bezinteresownie zmieszają z błotem w mailach albo zaspamują bloga swoim badziewiem. po ostatniej notce na chwilę włączyłam moderację...

słowa nienajlżejsze.

oto bardzo dobra piosenka i bardzo zły, kiczowaty i pretensjonalny teledysk w żenującej estetyce wczesnych lat 90. cały ten entourage prowincjonalnej artystki miejscowego domu kultury włazi mi pod paznokcie i straszy żałobą. przed wielu laty znajoma nazwała mnie – w kontekście mojego bloga – “ukraińską gwiazdą disco”. trochę się na nią wtedy obraziłam, bo...

o tym jak po 12 latach blogowania wylądowałam na komisariacie…

Pisałam ostatnio, że jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem. Dopóki się nie zdenerwuję. Bo jeśli to nastąpi, to nie sposób mnie zatrzymać, więc logiczne, że lepiej uważać. Od wielu lat – a dokładniej dwunastu – niektórzy z czytelników bloga Zazie sporadycznie testowali moją wytrzymałość nerwową na okoliczność bluzgów w komentarzach, prostackich wyzwisk pod moim adresem, czy...

absolutnie nic. || just leave me alone.

moja praca polega na tym, że wymyślam, układam i piszę. im szybciej myślę, tym więcej piszę. im więcej piszę, tym więcej zarabiam. rachunek jest prosty – jak dwa plus dwa lub zero plus zero. problem z byciem copywriterem jest taki, że copywriter powinien choć w 20% być przekonany o swojej zajebistości i genialności własnych...

Scroll to top