Blog o nawracającej depresji i upartych próbach wychodzenia z niej, o poszukiwaniu motywacji do działania i sposobów na radzenie sobie z codziennością

Są dni, kiedy czuję się gorzej. Albo po prostu źle. Wydaje mi się wtedy, że dni, w które czuję się lepiej albo po prostu dobrze – nie istnieją. I tak naprawdę nigdy nie istniały. I istnieć nie będą. Nauczyłam się jednak, aby w takich momentach nie traktować siebie zbyt serio, nie wierzyć sobie ani przez chwilę, nie stawiać pod ścianą i nie odbierać nadziei… [czytaj dalej]

keeping up appearances

nie spływa po mnie. ani jak po kaczce. ani jak po tafli kuloodpornego szkła. chłonę wszystko jak gąbka i nasiąkam pomyjami, które natychmiast zaczynają we mnie fermentować, mutować i gnić. puchnę od tego, cały ten syf nabrzmiewa mi pod skórą i zaczyna rosnąć w ustach. póki co – połykam go grzecznie, żeby tylko nie zarzygać

Czytaj więcej »

pokorne zejście z wysokiego C

a jednak przeprosiłam się z metylofenidatem. nic tak skutecznie nie skraca moich myśli i nie szatkuje tych wewnętrznych dylematów klasycyzmu, tych poematów dygresyjnych na łatwe do przełknięcia fraszki, fiszki i świstki. tym bardziej, że teraz naprawdę muszę się streszczać, bo nikt nie ma tyle czasu i przestrzeni, żeby mnie z tym wszystkim wziąć. i wysłuchać.

Czytaj więcej »

zero gravity. orbitowanie bez cukru.

dziewczyna, paroksetyna i atomoksetyna to kombinacja zbyt piękna, by była prawdziwa. i zbyt niebezpieczna, by była możliwa. zostaje mi tylko paroksetyna z metylfenidatem. oraz siła pozytywnego myślenia. czarodziejska różdżka, która rozpieprzyłaby moje cukrowe chmurki, sprowadzając mnie w końcu na ziemię, pozostaje w sferze niespełnionych marzeń. mój psychiatra pozbawił mnie złudzeń: połączenie ADD/ADHD z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi

Czytaj więcej »

słowa nienajlżejsze.

oto bardzo dobra piosenka i bardzo zły, kiczowaty i pretensjonalny teledysk w żenującej estetyce wczesnych lat 90. cały ten entourage prowincjonalnej artystki miejscowego domu kultury włazi mi pod paznokcie i straszy żałobą. przed wielu laty znajoma nazwała mnie – w kontekście mojego bloga – “ukraińską gwiazdą disco”. trochę się na nią wtedy obraziłam, bo oczywiście

Czytaj więcej »

słowo na De.

czasem, kiedy zaplączę się tak mocno, że już sama nie wiem, gdzie jestem, co robię i dlaczego, oraz o co w tym wszystkim chodzi; kiedy jest mnie tak mało, że coraz trudniej werbalizować mi cokolwiek na jakikolwiek temat – próbuje dotrzeć do siebie przez muzykę. i czasem się to udaje. czasem. ale kiedy łapię się

Czytaj więcej »

Latający Bauagan Zazie

żeby w miarę sprawnie funkcjonować potrzebuję codziennej rutyny, regularności, stałych ram czasowych, nieprzekraczalnych granic oraz miękkiej bandy, od której mogłabym się łagodnie acz zdecydowanie odbijać za każdym razem, kiedy próbuję się wyłamać. czyli właściwie co chwilę. niestety wolność, dowolność, swoboda i freelance są tak naprawdę budujące tylko i wyłącznie dla tych “zdrowych”, zorganizowanych, o nieupośledzonej

Czytaj więcej »

no to jestem…

tak jak bloga z dnia na dzień porzuciłam, tak niniejszym – z dnia na dzień, jak gdyby nigdy nic – wracam do niego. a przynajmniej taki mam zamiar. przez ten czas, kiedy mnie tu nie było, usiłowałam bezskutecznie okiełznać rzeczywistość. to trudne. ale przynajmniej próbuję. pojawił się cień szansy na zmianę, bo teoretycznie – zamiast

Czytaj więcej »

co nieco, beleco oraz pstro.

ostatnio nie pisałam, więc się nazbierało. już mi lepiej, więc słowa wylewają się ze mnie strumieniowo, wielokanałowo i trochę bez sensu. ale nie zamierzam ich porządkować, nie chce mi się ciosać zgrabnych notek. chce mi się być głupią i nieprzemyślaną. lepsze to niż zawstydzone trzymanie języka za zębami, żeby się przypadkiem nie wydało, że mam

Czytaj więcej »

Attention Deficit Disorder (ADD) – życie na granicy jawy i snu

poniżej wklejam Wam – na początek – artykuł jasno i przystępnie opisujący problem ADD. autorką poniższego tekstu jest psycholożka i terapeutka – AGATA MAJDA – założycielka Polskiego Towarzystwa ADHD od siebie: podkreśliłam, pogrubiłam i zakolorowałam te fragmenty, które według mnie są szczególnie ważne – choć tak naprawdę cały ten tekst jest o mnie. niestety trochę mnie demaskuje, tutaj –

Czytaj więcej »

tymczasowe zawieszenie broni.

wszyscy mówią: kocham cię. no dobra, może nie do końca, że kocham, bo wszyscy mówią: pisz! a ja im mówię, że nie mogę i tłumaczę, że nie umiem. przecież piszesz bloga! – mówią, a ja im na to, że blog to nie jest pisanie. blog to są odpadki rzeczywistości, to jest ukradkowe wymiotowanie pod stół, dyskretne

Czytaj więcej »

let me down gently

ileż razy można sobie powtarzać, przekonywać się, wpychając palec w ziejącą ogniem ranę? otóż wiele, wiele razy. i z każdym kolejnym przyjmować to do wiadomości jeszcze głębiej, godząc się pokornie na istniejące status quo – coraz mocniej uświadamiając sobie, że nic oraz nigdy. dobra, w porządku. nie szkodzi, nic się nie stało. jest OK. nic nie wiem.

Czytaj więcej »

nothing is good enough.

okazuje się, że kwestia odchudzania i moje beznadziejne ciuchy to dopiero początek. aby życie ze mną było możliwe i nie groziło załamaniem nerwowym tudzież innymi obrażeniami psychofizycznymi, muszę jeszcze zmienić w sobie pierdyliard rzeczy, począwszy od sposobu, w jaki wstaję z łóżka. na nie wiem czym skończywszy. póki co – rozpierdalam każdy system. łącznie z

Czytaj więcej »

___________

nie mam nic do napisania. od dwóch miesięcy czekam na wieści z gruzji. i nic. cisza. uparcie trenuję wewnętrzny spokój. albo obojętność. wszystko byle tylko utrzymać się na powierzchni racjonalnego myślenia o ludziach i faktach.               Please enable JavaScript to view the comments powered by Disqus.      

Czytaj więcej »

silent disco.

kwiecień plecień, ostro ryje banię i zmusza mnie do ekwilibrystyki godnej słonia w składzie porcelany lub mrówki w trybikach chińskiego zegarka. męczę się i wkurwiam, tracąc energię na bezcelowe i bezproduktywne kontredanse z nieistniejącym, wydumanym i rozbuchanym ponad granice wyobraźni… czymś. czepiam się jak tonący brzytwy i z nadmiaru ułańskiej fantazji jeszcze wywijam kończynami, och,

Czytaj więcej »

piękny słoneczny chujowy dzień

ależ nic się nie stało, doprawdy. ja tylko pakuję manatki i wracam na tarchomin, złożywszy uprzednio broń i wypowiedzenie z pracy. to koniec, tak będzie lepiej, zostańmy wszyscy przyjaciółmi i nie kontaktujmy się już więcej. niestety nie jestem w stanie ciągnąć dłużej tego wszystkiego, bo jestem nic nie warta, głupia i beznadziejna. oraz nie nadaję

Czytaj więcej »

I got my head checked. by a jumbo jet.

byłam dziś u mojego Doktora od Grzeczności Stosowanej – spóźniłam się niechcący pół godziny, zameldowałam się, wyspowiadałam i obiecałam poprawę. po raz kolejny usłyszałam, że ADHD ma się na całe życie i choćbym nie wiem co i nie wiem jak – to nie ma bata, zostanie ze mną na forever. gdybym mu w końcu uwierzyła

Czytaj więcej »

jasna strona mocy.

na liczniku 76,5kg i waga poooowoli spada. co mnie cieszy, bo startowałam z 84kg uzbieranych od jesiennej edycji odchudzania. jem trzy razy dziennie – w odstępach minimum 5h – precyzyjnie ważone i zbilansowane odżywczo porcje pod pełną kontrolą dietetyka. talia się wysmukla, tyłek znika. nie męczę się jakoś straszliwie, nie cierpię z głodu, nie słaniam

Czytaj więcej »

splash!

lecz po nocy przychodzi dzień, a po burzy…   dżdżownice wyłażą z ziemi. wracałam do domu w wieczornych strugach marcowego deszczu i tak mi było lekko, jakby to wszystko, o czym tutaj marudzę, nie miało większego znaczenia. a więc jednak – pojedyncze rysy i głębokie bruzdy nie psują bezsprzecznej urody krajobrazu. muszę je po prostu przeskakiwać.

Czytaj więcej »