Codziennik
zwyczajne życie w słowach i obrazach
Codziennik
zwyczajne życie w słowach i obrazach
Codziennik
zwyczajne życie w słowach i obrazach
Codziennik
zwyczajne życie w słowach i obrazach
Codziennik
zwyczajne życie w słowach i obrazach

Codziennik Zazie • Zwyczajne życie w słowach i obrazach

Substytuty ciała / Suplementy ducha

Jako że od wielu lat zajmuję się hobbystycznym nurzaniem ciała i ducha w odmętach depresji i nerwicy – przeplatanych wybuchami obsesyjno-euforycznej miłości do życia oraz codziennym zwykłym pajacowaniem spod znaku Pikusia – wydawać by się mogło, iż poszukiwanie Sensu zlokalizowanego gdzieś wyżej i bardziej transdendentnie, nigdy nie było moim celem. Bo skoro już się nurzać,

Czytaj więcej »

prowadził ślepy kulawego.

instynkt samozachowawczy podpowiada mi, że to jest właśnie ten moment, w którym powinnam jebnąć się w łeb, wziąć głęboki oddech i kurcgalopem zapierdalać po pomoc. a raczej – sama sobie jej udzielić, zanim poskładam się na dobre. bo wtedy – zamiast ratować Syda – sama pójdę kamieniem na dno, ciągnąc ją za sobą. chyba po

Czytaj więcej »

“Nigdy nie będzie takiego lata…”

– obiecywałam, liżąc swoje rany i opatrując Twoje; sprzątając pobojowisko, zbierając do kupy wszystkie rozpierdolone w drobny mak kawałeczki naszego codziennego teatrzyku. Nigdy więcej nie będzie takiego lata, gdy rozglądamy się za wysokimi dachami i mocnymi drzewami; drzemy prześcieradła i pleciemy sznury; zamawiamy w restauracjach ostatnie posiłki, które i tak znikąd nie nadchodzą. Przeczekujemy nawałnicę,

Czytaj więcej »

wyjście przez sklep z pamiątkami albo mięsny

you know nothing, jon snow. to wszystko odbywa się poza tobą. i tak nie robisz zakupów, nie masz w zwyczaju. a ja tymczasem wystawiam się. jak na jarmarku. kupczę wątpliwymi wdziękami, puszczam szklane oko po podłodze. patrz, jak rozkładam się na czynniki pierwsze. wyjmuję je sobie po kolei i kładę na ziemi. proszę, oto moje serce.

Czytaj więcej »

w poniedziałki zwykle zaczynam nowe życie. 

schudłam, zgrubłam, schudłam, zgrubłam. próbuję się podnieść z tego żenującego i dość niewygodnego położenia, ale wiecie jak jest. mnóstwo pokuszeń, którym ulegam. wszystko mnie wodzi za nos i na manowce, boczkiem, boczkiem, pani się przesunie, kucnie i przejdzie tędy, pod ścianą, nikt nie zauważy. a pani coraz trudniej się przecisnąć, bo pani swoje waży. i

Czytaj więcej »

Mopsikowy apdejt z ostatniego półrocza + filmowe migawki z życia Kumoka i Miszura

  W „Listach do Redakcji” często pytacie mnie, jak wygląda moje życie… No więc wygląda ono mniej więcej tak:     Jak pewnie już wiecie przez całą jesień, zimę i przedwiośnie Kumok i Miszur pracowicie umilały nam czas swoimi rozlicznymi chorobami, dolegliwościami i tajemniczymi przypadłościami, na leczenie których musiałyśmy zrobić debet w mbanku (którego nadal nie

Czytaj więcej »

całkiem nowy Balkon Południowy

Łaskawy los mieszkaniowy obdarował nas, prócz kredytu hipotecznego na 30 lat, dwoma balkonami w przedwojennej kamienicy (o której poczytać możecie TUTAJ) Balkon północny – ocieniony, chłodny i zaciszny – wychodzi na podwórko-studnię: z bujnym gąszczem roślinności nieplewionej, tajemniczym i pełnym cudowności śmietnikiem, wiekowym i monumentalnym drzewem, któremu nadałam szlachetne imię Kasztrapek oraz setką okien, spoza

Czytaj więcej »

Lady Migraine & Miss Solpadeine

Genów nie da się oszukać, a biologii przeskoczyć. Nie powinno mnie więc dziwić, że po mojej ukochanej Babci Basi odziedziczyłam skłonność do migren, która objawiła się u mnie niespodziewanie po ukończeniu lat trzydziestu paru. Nie jest to co prawda migrena na wysokim C, w stylu iście operowym, z sunięciem przez zacienione komnaty w zwiewnym peniuarze,

Czytaj więcej »

Dzień Dziecka

… święto mego wewnętrznego nieznośnego bachora – przywitałam potężnym kacem…   po zapodaniu sobie poprzedniej nocy niezliczonej ilości szklaneczek whisky z colą w towarzystwie Kilkorga Miłych Memu Sercu. O 3.45 nad ranem zdążyłam jeszcze – na chwiejnych nóżkach i drżącymi rączkami – stworzyć eksperymentalny film amoralnego spokoju ze świergotem ptaków w tle. Noc czerwcowa, jakże rozkoszna.

Czytaj więcej »

Blogowe Lato Zazie

Ten blog nie jest normalny. I nigdy nie będzie. Nie dlatego, że ja jestem nienormalna, o nie. Jestem najzupełniej zwykła i standardowa. Tyle że sposób, w jaki próbuję sobie poradzić z rzeczywistością – która przeważnie mnie przerasta – jest z gruntu idiotyczny, zjebany i nienormalny. Szamoczę się żałośnie, komicznie i żenująco – sama ze sobą

Czytaj więcej »

Wrocław! Wrocław! Wrocław!

nadszedł w końcu ten czas, kiedy z euforią zapakowałyśmy cały majdan do naszej „nowej” 15-letniej Balbinki i frrrrruuuu! na południe!   kocham ten stan ♥ na tylnym siedzeniu mopsi barłóg, pełen poduszeczek, kocyków i ergonomicznych rozwiązań służących mopsiemu bezpieczeństwu i komfortowi podróży   na przednich siedzeniach – my: Syd jako jedyny w tej rodzinie kierownik pojazdu testuje

Czytaj więcej »

CocoRosie & Sorne, koncert w Starym Klasztorze

zaraz po przekroczeniu rogatek Wrocławia, otrzepawszy się z mopsiej sierści i rozprostowawszy pogniecione ciała… pobiegłyśmy do Starego Klasztoru na koncert CocoRosie – ale ale… Sierrę i Biancę poprzedzał rzewny Sorne   dopiero po godzinie i dużym ciut-ciut doczekałam się spełnienia: moja ukochana piosenka w taaaaaakim wykonaniu ♥   i pomyśleć, że nie chciało mi się tu przychodzić

Czytaj więcej »

wiosna, skwerek i mopsi spacerek

Kumok ochoczo korzysta z wiosny… docenia bujność trawy i możliwość szarpania jej swoimi krogulczymi pazurami   Mamusia, z oskrobanymi pazurami, trzyma na rękach swoje Życiowe Osiagnięcie <3   tymczasem Życiowe Osiągnięcie ma mamusię centralnie w dupie…     – Daj mi to! Daj mi! Daj mi coś! No daaaaj miii! Oras baff siem!!    

Czytaj więcej »

no i znów mi nie po drodze z blogiem. nie wiem, czy to brak czasu, nadmiar roboty czy wiosenne przesilenie, ale ilekroć się tu loguję, momentalnie drętwieją mi palce na klawiaturze, a głowa świeci malowniczą pustką. choć blogowych planów mam bez liku, a pomysłów na teksty jeszcze więcej – to prawda jest taka, że nie wystarczy chcieć i

Czytaj więcej »

pospieszne zamiatanie pod dywan

Bardzo ładnie utrzymuję się na powierzchni, na bezpiecznym suchym lądzie. Zaprawdę, całkiem-całkiem. Co znaczy, że staram się nie myśleć zbyt wiele – tylko robić, działać, poruszać się w przestrzeni. Trochę nawet uciekać, przed samą sobą. Nie zawieszam się, a przynajmniej próbuję, trzymam wyobraźnię na wodzy, na krótkim postronku – niczym pół prosiaka, z którym maszeruję

Czytaj więcej »

Cześć, wróciłam. No przecież! Zawsze wracam.

Wracam jak zły szeląg, zima zaskakująca drogowców, jak upierdliwa karma i ksiądz po kolędzie. Jestem blogowa recydywistka bez szans na złagodzenie wyroku. Będę się tak tułać po blogosferze jak potępieniec. Nie wiem, co musiałoby się stać, bym na dobre porzuciła bloga Zazie, któremu w lipcu stuknie już 14 lat. I wolałabym się o tym nie przekonywać.

Czytaj więcej »